Kiedy miałam przerwę, zaczęłam robić plan oprowadzania naszego gościa. Nie za bardzo rozumiem jak go do tego przekonali... ale spoko.
Przeszłam pierwsze piętro. Trzy dziewczynki i jeden chłopczyk. I tak dalej... Cały szpital zwiedziłam, od góry do dołu, pięć pięter, razem 58 dzieci, które będą miały niespodziankę.
Wtedy podeszła do mnie Alis:
-No hej.... już wiesz?
-Tak wiem.....
-No widzisz... cały dzień chodzę taka podjarana, nie mogę uwierzyć- powiedziała z uśmiechem od ucha do ucha
Alis mieszka ze mną w domku jednorodzinnym niedaleko szpitala. Wynajęłyśmy go. Znamy się od podstawówki, czyli całkiem sporo czasu. Jest niska, chuda ( ja tam myślę że ona ma anoreksje, ale to nie to, po prostu taka się urodziła) płaska, ma bląd włosy i zielone oczy.
A ja - prawie jej odwrotność - wysoka, szczupła ale bez przesady, no nie mogę powiedzieć, że jestem płaska, mam ciemne prawie czarne włosy (dość kręcone) i niebieskie oczy.
Poszłam dalej, do ordynatora. Zapukałam.
-Proszę
-Dzień dobry... Już mam ten plan...
-Miało być na jutro... no ale...Pokaż...
Podałam mu listę, i czekałam na komentarz
-Może być, jutro ubierz się jakoś kolorowo, normalnie i nie zakładaj kitlu
-Dobrze proszę pana....- odpowiedziałam wychodząc
W domu usiadłam na łóżku. Chwilę się zastanowiłam. Wypadałoby coś o nim wiedzieć... o tym Justinie.... Włączyłam laptopa... No tak... Kanada, YouTube, Usher, trudne dzieciństwo.....
Przewertowałam o nim wiele stron, weszłam na jego konto na Facebooku i Twiterze potem jeszcze na Instagram i sporo innych.
Wtedy weszłam Alis
-Hejo.. Co tam patrzysz? - powiedziała podchodząc do mnie i zaglądając mi przez ramie
- O Justin!! - dodała dosiadając sie
-No... niezły ma życiorys.....
-A co założysz jutro?
-No właśnie... Dyrek kazał mi założyć coś kolorowego
I wtedy się zaczęło. Wyłożyłyśmy z szafy wszystkie kolorowe bluzki i spodnie. Tysiące przymierzanek. Z godzinę dobierałyśmy co do siebie pasuje. W końcu wybrałyśmy to: https://encrypted-tbn0.gstatic.com /images?q=tbn:ANd9GcSt0N3QQVwvz9BS1GMlFlFw4nDIjE6Hy0kZexyfMB3lbMdOc2cE
No w końcu.... Przyznam się... Boję, się jutrzejszego dnia.
Wlałam sobie wody do wanny, dolałam różanego płynu. Siedziałam tam z pół godziny, włączyłam sobie głośnik, aby zapoznać sie z twórczością Justina.
Potem poszłam się położyć. Muszę być wypoczęta...
//Olexa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz