poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział VII

Podeszłam do Justina
-Hej...- powiedział
-Hej... Coś się stało? - spytałam
-Nie...tylko... pamiętasz... obiecałaś mi, że pójdziesz ze mną na lody...- dodał z nadzieją
-No tak...- odpowiedziałam spoglądając się na Tinkę, która obserwowała nas przez szybę...
-No to idziemy??? - zapytał

Powinnam dotrzymać słowa więc.... no cóż... obiecałam mu...

-Ok....
-No to super... przed szpitalem czeka na nas limuzyna...
-Ahaa...

No spoko... Lodziarnia  jest spory kawałek od szpitala...
.
.
.
.
.

O MAMCIU... Ja się go boje??? No tak czytałam, że często imprezuje, czasami się awanturuje... ale to wszystko jest ustalone, żeby o nim pisali!!! chybaa... a jak nie? a jeśli on taki jest w rzeczywistości?
Jedynym sposobem żeby się przekonać..... Muszę go lepiej poznać!!
- No to jedziemy!- powiedziałam, dodając sobie odwagi

Justin złapał mnie za rękę i udał się w kierunku wyjścia. Patrzył się na mnie uśmiechnięty.. Dawał tą swoją minką... takie... ciepło na sercu.... On zły??? Nie to niemożliwe!

Wyszliśmy z budynku, Justin pokazał mi limuzynę, otworzył drzwi i powiedział:
-Zapraszam My Lady...
-Dzięki...

Gdy byliśmy już w środku puknął w szybkę do szofera, że możemy odjechać... Ruszyliśmy....
Ręce mi się trzęsły... wydaje się być miły, ale jednak te wszystkie plotki o nim niepokoją... ale to tylko zwykłe plotki.. tylko plotki... nic więcej....

-Długo będziesz u nas?- zapytałam
-Chyba tydzień... ale potem może pojadę jeszcze do innego szpitala lub domu dziecka... nie wiem dokładnie...
-Ahaa... a co z  twoją karierą? Piosenki, teledyski ? Fanki na pewno czekają na nowości...
-No niby tak... ale ostatnio było kilka nowych singli i na razie mam przerwę...
-I tak cały czas..... nie miałeś dzieciństwa....
-Miałem... do 12 lat normalne.... potem małe zmiany.... dopiero w wieku 14 lat zacząłem zmieniać kompletnie styl życia.. Ale dzieciństwo miałem zawsze... tylko inne niż reszta dzieci....

Fajnie mi się z nim gadało... trochę sobie pożartowaliśmy... Nie zdawał się być ,, rozkapryszonym bachorem" jak to inni go nazywają... Miły, sympatyczny chłopak... tylko z wielkim talentem, który umiał wykorzystać....
Nie rozumiem hejterów...

//Olexa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz