Maybe you could be the light
środa, 20 sierpnia 2014
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
czwartek, 19 czerwca 2014
Upss...
Chwila szczerości...
Tak na serio to mam już napisane ( w moim specjalnym zeszyciku ) około 50 stron do przodu, ale przenoszenie tego na bloga jest strasznie męczące... Nie chce mi się, nie mam za dużo czasu ( sprawy szkolne, rodzinne, ogólnie mówiąc osobiste) Nie wiem kiedy dodam następny...
+ Dziękuje, mimo, że nie dodałam kolejnego rozdziału, liczba wejść rośnie;)
Tak na serio to mam już napisane ( w moim specjalnym zeszyciku ) około 50 stron do przodu, ale przenoszenie tego na bloga jest strasznie męczące... Nie chce mi się, nie mam za dużo czasu ( sprawy szkolne, rodzinne, ogólnie mówiąc osobiste) Nie wiem kiedy dodam następny...
+ Dziękuje, mimo, że nie dodałam kolejnego rozdziału, liczba wejść rośnie;)
poniedziałek, 24 marca 2014
Rozdział XIV
Obudziłam się dość wcześnie. Ciągle mnie męczyły okropne myśli, jednak próbowałam zapomnieć o Alis. To jest koniec naszej przyjaźni. Nie umiałam jej wybaczyć, nawet się nie starałam. Po tych wszystkich latach, po wspólnych wypadach, po pierwszych zauroczeniach, po pocałunkach skradzionych w cieniu .... śmietnika (tak wiem, bardzo romantyczne miejsce, ale tylko tam mogliśmy uniknąć niepotrzebnych gapiów). To już tylko przeszłość, wspomnienia które chce puścić w niepamięć. Próbowałam poprawić sobie humor, dlatego zjadłam kawałek czekolady. Tylko 2 i pół tabliczki. Zawsze trochę słodkości umie wyciągnąć ze mnie uśmiech. Raz na jakiś czas zaszaleje, nie zaszkodzi mi, a złe myśli odchodzą i lepiej robi się na duszy.
Postanowiłam zejść na dół i zobaczyć czy Justin już wstał i czy w ogóle się położył spać. Biedaczek. Opiekuje się mną jakbym była jego młodszą siostrą. Za każdym razem troszczy się o mnie, żeby było mi dobrze, żebym szybko wyzdrowiała, żebym nie miała problemów w pracy z powodu nieobecności. On jest taki... no... trudno powiedzieć... miły? Dobra, dobra zaraz się rozkleję.
Lekko kopnęłam kołdrę na brzeg łóżka i wstałam przeciągając się. Schodząc po schodach zastanawiałam się jak mam przywitać Jusa. Dzień dobry? Zbyt oficjalnie. Hejka? Zbyt pospolite.
Hejo... miśku? Nawet nie wiem skąd mi się wzięło to ,,miśku". Zdecydowałam się na prostą formę - Cześć, wyspałeś się? Dobrze rozpoczęty dzień i nie będzie problemu z tematem do rozmowy. Pewnie opowie mi o tym, jak to spędził całą noc przy biurku, a ja obrzucę go pytaniami. Kiedy byłam już na dole rozpoczęłam poszukiwania mojego bohatera. Ha ha... Dziwnie dobry humor opanował mnie po tej czekoladzie.
Obeszłam dolne piętro z uśmiechem na twarzy, lecz nigdzie nie znalazłam Jusa. Zaczęłam się trochę martwić. W końcu stanęłam w kuchni i krzyknęłam na cały dom:
-JUSTIN!!!!
Nikt mi nie odpowiedział Powtórzyłam jeszcze kilka razy jego imię, Ale nic. Cisza. Jedynie było słychać szelest liści i lekki podmuch wiatru. Spojrzałam się w stronę okna. Nagle coś mignęło mi przed oczami. Na lodówce wisiała kartka. Podeszłam do niej i zaczęłam czytać:
Emily!
Mam nadzieję, że się wyspałaś. Ja musiałem na chwilę wyjść. Wrócę niedługo, nie czekaj na mnie ze śniadaniem.
P.S. Masz wszystko zjeść, chcę żebyś szybko wróciła do pełnego zdrowia :)
Justin
Uff... Czyli nic mu nie jest... Jaka ulga. Kamień spadł mi z serca. Ale o co chodzi ze śniadaniem?
Rozejrzałam się po pokoju. Rzeczywiście. Byłam tak zajęta szukaniem Justina, że nie zauważyłam, że na stole leży talerz, a na nim kilka naleśników z bitą śmietaną i owocami. Co raz bardziej podobają mi się te niespodzianki.
-Postarał się chłopak - pomyślałam
Kiedy odsunęłam krzesło, aby usiąść znalazłam kolejną karteczkę. Tym razem równo złożoną na cztery części.
-Matko, że jemu chciało się to wszystko pisać.-powiedziałam sama do siebie
Smacznego!!!
Pamiętaj, talerz ma być opróżniony:) Bądź dobrą dziewczynką i zjedz wszystko :)
Po przeczytaniu uśmiechnęłam się. Justina dobry humor nigdy nie opuszcza. Prawie nigdy.
W końcu usiadłam i zaczęłam jeść.
Nagle usłyszałam, że ktoś wkłada kluczyki do drzwi, oderwałam się od śniadania i czekałam aż wejdzie do środka. Tak, to był Jus.
-No jak tam? Smakuje?
-Baaaaardzo, ale już nie mogę. - powiedziałam żeby się z nim trochę poprzekomarzać
-Musisz zjeść wszystko, nie odpuszczę ci - podszedł gładzą gładząc mnie po policzku. Zamknęłam oczy bo jego dotyk sprawiał, że robiłam się śpiąca.
-A gdzie byłeś? - ocknęłam się zmieniając temat
-Najpierw pojechałem do ciebie żeby wziąć ci jakieś ubrania i wytłumaczyć wszystko Alis, bo dziewczyna się o ciebie martwi- przewróciłam oczami słysząc jej imię - Potem stwierdziłęm, że dobrze ci jest w jasno-niebieskim i kupiłem ci sukienkę.
-Po pierwsze... Mam nadzieję, że powiedziałeś Alis że się na niej zawiodłam, po drugie, nie musiałeś mi niczego kupować! Już wystarczająco się o mnie troszczysz.
-Nic nie mówiłem Alis o twoich odczuciach, myślę, że to ty powinnaś z nią na ten temat porozmawiać. A to jest ta sukienka - powiedział podając mi torebkę
Rozpakowałam upominek.
-Zaraz, zaraz. Mówiłeś coś o jasno-niebieskim, a ona jest fioletowa!- spojrzałam się lekko zdziwiona na Jusa
-No tak. Mówiłem, że ci jest dobrze w jasno-niebieskim, ale myślę, że w fioletowym będzie ci jeszcze lepiej. Chociaż w tej przy dużej bluzce wyglądasz równie olśniewająco.
Ups... Zapomniałam o tym zupełnie. Mój dobry humor chyba sprawił, że przestałam myśleć. Przecież zostałam w samych majtkach i ogromnej bluzce!!! Chyba Jus zauważył, że się zawstydziłam bo się uśmiechnął i powiedział:
-Czego byś nie założyła wyglądasz pięknie! Albo jakbyś nie zakładała niczego... to znaczy...- zaplątał się
-Dobra, dobra rozumiem - zaczęłam się śmiać, chcąc uratować go z tej niezręcznej sytuacji.
Justin i tak czuł się nadal zakłopotany. Zarumienił się i próbował to zakryć schylając głowę. Patrzył się na podłogę wiercąc w niej dziurę wzrokiem.
Wglądał jakby chciał się zapaść, zniknąć, wyparować. Zamknął oczy i włożył ręce do kieszeni. Bujał się do przodu i do tyłu. Raz stał na palcach, a raz na piętach.
Nie mogłam znieść jego zasmuconej twarzy, dlatego podeszłam do niego i lekko podniosłam podbródek.
Justin ciągle miał zamknięte oczy, ale się uśmiechnął pod nosem. Zachichotałam cicho i pocałowałam go w policzek. Wtedy zauważyłam jego duże tonące w karmelu oczy, które wpatrywały się we mnie i chyba czerpały z tego przyjemność.
Na chwilę oddaliłam się do innego karmelowo-czekoladowego świata i pochłaniałam jego wzrok.
-Z tego wszystkiego zapomniałem o liście! - Justin przywołał mnie na ziemię, do tego realnego, gorszego świata.
- Jakim liście? O czym mówisz?
Jus wyjął z koszuli kopertę zaadresowaną do mnie. Podając mi ją powiedział:
-Alis kazała mi ją tobie przekazać. Mówiła że znalazła w skrzynce.
- No a niby gdzie indziej mogłaby znaleźć list?! No chyba nie w toalecie! - na samo jej imię zrobiło mi się niedobrze.
-Spokojnie nie denerwuj się. - powiedział siadając na pewnie drogiej, skórzanej sofie.
Spojrzałam się na niego przewracając oczami. Otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać:
Zaproszenie!!!
Serdecznie zapraszam Emily Rea Violet na spotkanie i dyskotekę absolwentów Jordan's High School, które odbędą się 05.06.2014 w owej szkole. Może pani przyjść z osobą towarzyszącą.
Z poszanowaniem dr. H. Wilson
-Justin...- powiedziałam siadając obok niego - Czy masz jutro czas?
- A co? - zapytał zaskoczony
- A bo wiesz... To nie był list tylko zaproszenie. A dokładniej... zaproszenie na spotkanie absolwentów. I mogę przyjść z osobą towarzyszącą. - na ,, osobę towarzyszącą" Justin odwrócił głowę w moją stronę - ...zastanawiam się czy chciał byś ze mną tam pojechać. Ale jeśli nie chcesz to powiedz, do niczego cię nie zmuszam.
Jus uśmiechnął się szczerze i zgodził się na ten wypad. Byłam zadowolona z przebiegu zdarzeń. Obawiałam się, ze może się jakoś wymigać, ale nic podobnego się nie stało.
-Dzięki
-Nie ma za co! - lekko zagryzł wargę powstrzymując uśmiech
Udałam że tego nie zauważyłam i powiedziałam że pójdę się przebrać. Wzięłam torebkę, którą Jus przywiózł mi z domu i zabrałam ją do toalety.
Nie chciało mi się wszystkiego po kolei wypakowywać dlatego po prostu wyrzuciłam ubrania na podłogę. Okazało się, że Justin pomyślał też o innych rzeczach.
Znalazłam tam szczotkę do włosów, cienie do oczu i inne kosmetyki oraz jakiegoś pluszowego misia, którego nigdy wcześniej nie widziałam. To był ten pluszak. <---- wkliknij link
Był naprawdę uroczy. Tylko nie wiem czy myślałam tak o misiu czy o Justinie, który zaskakiwał mnie na każdym kroku. Tak. Misiek był na pewno sprawką Jusa.
Rozpuściłam włosy i je rozczesałam. Było to dość trudne, bo były strasznie potargane. Zwykle czesałam je kilka razy dziennie, a ostatnio nawet ich nie rozczesywałam. Po chwili wyglądałam kompletnie inaczej. Założyłam jasno-różową bluzkę na ramiączka i krótką spódniczkę w odcieniach fioletu. Włosy związałam w niechlujnego kucyka. Kilka krótszych pasemek wchodziło mi w oczy. Odgarnęłam je na bok i zadowolona z rezultatu spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyszłam z toalety i zeszłam na dół.
Kiedy byłam na schodach zapytałam się Jusa:
-Która godzina?
-Już 12.35 - powiedział odwracając się w stronę zegara
-Ładny misiu, dziękuję. - powiedziałam wtulając się w Justina
-Oj, to taka drobnostka... - odpowiedział wkładając rękę w moje włosy
Po chwili zaczął ściągać mi gumkę, a kitka swobodnie opadła na moje plecy, Ciągle miałam splątane dłonie na jego karku. Justin bawił się kilkoma pasemkami włosów zakręcając je w okół swojego palca. Było to dość przyjemne, dlatego jeszcze mocniej go przytuliłam delektując się słodką chwilą. Nagle jego ręka zjechała w bok - niby przypadkiem. Przejechał delikatnie ciepłą dłonią po moim policzku. Przeszedł mnie dreszczyk trochę denerwujący, ale podniecający. Wtedy się lekko od niego odsunęłam, lecz wciąż byłam wystarczająco blisko żeby móc zobaczyć jego spokojny wzrok, który zapoznawał się z moją twarzą. Patrzył mi się prosto w oczy, a potem zerknął na usta. Znowu powrócił do oczu i wyszeptał:
-Może zjemy coś słodkego?
Co??? Byłam trochę zdziwiona. Myślałam, powie coś w rodzaju... nooo... sama nie wiem...
Przez chwilę nic do mnie nie docierało. Stałam już sama, na środku pokoju i obserwowałam uważnie każdy krok Justina. Nie wiem czego od niego oczekiwałam, co wtedy chciałam usłyszeć, nie byłam pewna swoich uczuć.Jus wyjął z lodówki miseczkę z jakimś kremem i herbatnikami. Położył na stole.
-Coś się stało?
-Nie nic... - odpowiedziałam zamyślona
-No to chodź, ten krem jest najlepszy gdy przelatuje jeszcze chłodem - powiedział obszukując krzesła, jedno dla siebie, drugie dla mnie.
Nic nie mówiąc usiadłam na wskazanym miejscu.
-Coś cię gryzie... - próbował ze mnie wydusić jakieś informacje, ale nic mu nie odpowiedziałam.
Co ja tak naprawdę wtedy od niego chciałam?
Strasznie mnie to męczyło. Nie umiałam wrócić myślami do tamtej chwili, choć to zdarzyło się minutę temu. Jakie były moje oczekiwania wobec niego? Co wtedy czułam? Nic już nie pamiętałam...
No nic... Było minęło...
Następnym razem mam dwa wyjścia. Albo się porządnie skupić, albo po prostu się ogarnąć i nie zawracać sobie głowy.
Lekko się uśmiechnęłam i odetchnęłam.
-Już jesteś?- zapytał Justin
-Co?- nie za bardzo zrozumiałam
-No przecież widziałem, że porządnie odpłynęłaś. Musiałaś nad czymś rozmyślać.
Nie chciałam się wydać dlatego powiedziałam tylko:
-Być może.
-A kiedy spróbujesz tych herbatników?
-Nie wiem... - lubiłam się z nim przekomarzać
Justin długo nie czekał na moją decyzję. Sam wziął jeden herbatnik, zamoczył go w kremie i podsunął mi go. Pokręciłam przecząco głową. On w odpowiedni sposób zmarszczył swoje ciemne brwi i przybliżył się. W końcu nie miałam wyboru, bo strasznie naciskał i otworzyłam usta. Justin zadowolony z tego, że odniósł sukces wsunął mi herbatnika, a przy tym się nieźle ubrudził. I nie tylko siebie. Słodki krem spadł także na moją koszulkę. Z udawaną złością popatrzyłam się na sprawcę. Justin zrobił wielkie oczy i sięgnął po serwetkę, po czym zaczął wycierać plamę.Widać, że nie miał w tym zbyt dużej wprawy, bo prawie mi zrobił dziurę.
Zamiast zetrzeć krem, rozprzestrzenił go po całej bluzce. Zaczęłam się śmiać i choćbym chciała, nie umiałam przestać. Jus zrobił tylko krzywą minę i w ramach przeprosin wydukał coś w stylu ,,Odkupię ci nową".
-Nie musisz się tłumaczyć! Widzę, że nie jesteś stworzony do takich rzeczy...-znowu wybuchłam śmiechem
-Dobra, już wystarczy. Co w tym takiego śmiesznego? - powoli nudziła mu się moja ,,śmiechawica"
-Sorry... - wydusiłam próbując zagryść policzki od środka. Ale tylko próbując. Oczywiście mi się to nie udało.
-Nagrabiłaś sobie księżniczko! - Justin postanowił mi się odwdzięczyć
Wziął mnie (już któryś raz) na ręce. Tylko owego dnia zamiast położyć mnie na łóżku, zaniósł mnie do łazienki. Mówiąc szczerze kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. Po tak potężnym ataku śmiechu potrzebowałam co najmniej kilku minut na otrzeźwienie, a to się stało w ciągu sekund. Po chwili siedziałam w zamkniętej toalecie.
//Olexa
Dodawajcie komentarze z opiniami :) Bardzo proszę, nie trzeba się logować, można anonimowo:)
Postanowiłam zejść na dół i zobaczyć czy Justin już wstał i czy w ogóle się położył spać. Biedaczek. Opiekuje się mną jakbym była jego młodszą siostrą. Za każdym razem troszczy się o mnie, żeby było mi dobrze, żebym szybko wyzdrowiała, żebym nie miała problemów w pracy z powodu nieobecności. On jest taki... no... trudno powiedzieć... miły? Dobra, dobra zaraz się rozkleję.
Lekko kopnęłam kołdrę na brzeg łóżka i wstałam przeciągając się. Schodząc po schodach zastanawiałam się jak mam przywitać Jusa. Dzień dobry? Zbyt oficjalnie. Hejka? Zbyt pospolite.
Hejo... miśku? Nawet nie wiem skąd mi się wzięło to ,,miśku". Zdecydowałam się na prostą formę - Cześć, wyspałeś się? Dobrze rozpoczęty dzień i nie będzie problemu z tematem do rozmowy. Pewnie opowie mi o tym, jak to spędził całą noc przy biurku, a ja obrzucę go pytaniami. Kiedy byłam już na dole rozpoczęłam poszukiwania mojego bohatera. Ha ha... Dziwnie dobry humor opanował mnie po tej czekoladzie.
Obeszłam dolne piętro z uśmiechem na twarzy, lecz nigdzie nie znalazłam Jusa. Zaczęłam się trochę martwić. W końcu stanęłam w kuchni i krzyknęłam na cały dom:
-JUSTIN!!!!
Nikt mi nie odpowiedział Powtórzyłam jeszcze kilka razy jego imię, Ale nic. Cisza. Jedynie było słychać szelest liści i lekki podmuch wiatru. Spojrzałam się w stronę okna. Nagle coś mignęło mi przed oczami. Na lodówce wisiała kartka. Podeszłam do niej i zaczęłam czytać:
Emily!
Mam nadzieję, że się wyspałaś. Ja musiałem na chwilę wyjść. Wrócę niedługo, nie czekaj na mnie ze śniadaniem.
P.S. Masz wszystko zjeść, chcę żebyś szybko wróciła do pełnego zdrowia :)
Justin
Uff... Czyli nic mu nie jest... Jaka ulga. Kamień spadł mi z serca. Ale o co chodzi ze śniadaniem?
Rozejrzałam się po pokoju. Rzeczywiście. Byłam tak zajęta szukaniem Justina, że nie zauważyłam, że na stole leży talerz, a na nim kilka naleśników z bitą śmietaną i owocami. Co raz bardziej podobają mi się te niespodzianki.
-Postarał się chłopak - pomyślałam
Kiedy odsunęłam krzesło, aby usiąść znalazłam kolejną karteczkę. Tym razem równo złożoną na cztery części.
-Matko, że jemu chciało się to wszystko pisać.-powiedziałam sama do siebie
Smacznego!!!
Pamiętaj, talerz ma być opróżniony:) Bądź dobrą dziewczynką i zjedz wszystko :)
Po przeczytaniu uśmiechnęłam się. Justina dobry humor nigdy nie opuszcza. Prawie nigdy.
W końcu usiadłam i zaczęłam jeść.
Nagle usłyszałam, że ktoś wkłada kluczyki do drzwi, oderwałam się od śniadania i czekałam aż wejdzie do środka. Tak, to był Jus.
-No jak tam? Smakuje?
-Baaaaardzo, ale już nie mogę. - powiedziałam żeby się z nim trochę poprzekomarzać
-Musisz zjeść wszystko, nie odpuszczę ci - podszedł gładzą gładząc mnie po policzku. Zamknęłam oczy bo jego dotyk sprawiał, że robiłam się śpiąca.
-A gdzie byłeś? - ocknęłam się zmieniając temat
-Najpierw pojechałem do ciebie żeby wziąć ci jakieś ubrania i wytłumaczyć wszystko Alis, bo dziewczyna się o ciebie martwi- przewróciłam oczami słysząc jej imię - Potem stwierdziłęm, że dobrze ci jest w jasno-niebieskim i kupiłem ci sukienkę.
-Po pierwsze... Mam nadzieję, że powiedziałeś Alis że się na niej zawiodłam, po drugie, nie musiałeś mi niczego kupować! Już wystarczająco się o mnie troszczysz.
-Nic nie mówiłem Alis o twoich odczuciach, myślę, że to ty powinnaś z nią na ten temat porozmawiać. A to jest ta sukienka - powiedział podając mi torebkę
Rozpakowałam upominek.
-Zaraz, zaraz. Mówiłeś coś o jasno-niebieskim, a ona jest fioletowa!- spojrzałam się lekko zdziwiona na Jusa
-No tak. Mówiłem, że ci jest dobrze w jasno-niebieskim, ale myślę, że w fioletowym będzie ci jeszcze lepiej. Chociaż w tej przy dużej bluzce wyglądasz równie olśniewająco.
Ups... Zapomniałam o tym zupełnie. Mój dobry humor chyba sprawił, że przestałam myśleć. Przecież zostałam w samych majtkach i ogromnej bluzce!!! Chyba Jus zauważył, że się zawstydziłam bo się uśmiechnął i powiedział:
-Czego byś nie założyła wyglądasz pięknie! Albo jakbyś nie zakładała niczego... to znaczy...- zaplątał się
-Dobra, dobra rozumiem - zaczęłam się śmiać, chcąc uratować go z tej niezręcznej sytuacji.
Justin i tak czuł się nadal zakłopotany. Zarumienił się i próbował to zakryć schylając głowę. Patrzył się na podłogę wiercąc w niej dziurę wzrokiem.
Wglądał jakby chciał się zapaść, zniknąć, wyparować. Zamknął oczy i włożył ręce do kieszeni. Bujał się do przodu i do tyłu. Raz stał na palcach, a raz na piętach.
Nie mogłam znieść jego zasmuconej twarzy, dlatego podeszłam do niego i lekko podniosłam podbródek.
Justin ciągle miał zamknięte oczy, ale się uśmiechnął pod nosem. Zachichotałam cicho i pocałowałam go w policzek. Wtedy zauważyłam jego duże tonące w karmelu oczy, które wpatrywały się we mnie i chyba czerpały z tego przyjemność.
Na chwilę oddaliłam się do innego karmelowo-czekoladowego świata i pochłaniałam jego wzrok.
-Z tego wszystkiego zapomniałem o liście! - Justin przywołał mnie na ziemię, do tego realnego, gorszego świata.
- Jakim liście? O czym mówisz?
Jus wyjął z koszuli kopertę zaadresowaną do mnie. Podając mi ją powiedział:
-Alis kazała mi ją tobie przekazać. Mówiła że znalazła w skrzynce.
- No a niby gdzie indziej mogłaby znaleźć list?! No chyba nie w toalecie! - na samo jej imię zrobiło mi się niedobrze.
-Spokojnie nie denerwuj się. - powiedział siadając na pewnie drogiej, skórzanej sofie.
Spojrzałam się na niego przewracając oczami. Otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać:
Zaproszenie!!!
Serdecznie zapraszam Emily Rea Violet na spotkanie i dyskotekę absolwentów Jordan's High School, które odbędą się 05.06.2014 w owej szkole. Może pani przyjść z osobą towarzyszącą.
Z poszanowaniem dr. H. Wilson
-Justin...- powiedziałam siadając obok niego - Czy masz jutro czas?
- A co? - zapytał zaskoczony
- A bo wiesz... To nie był list tylko zaproszenie. A dokładniej... zaproszenie na spotkanie absolwentów. I mogę przyjść z osobą towarzyszącą. - na ,, osobę towarzyszącą" Justin odwrócił głowę w moją stronę - ...zastanawiam się czy chciał byś ze mną tam pojechać. Ale jeśli nie chcesz to powiedz, do niczego cię nie zmuszam.
Jus uśmiechnął się szczerze i zgodził się na ten wypad. Byłam zadowolona z przebiegu zdarzeń. Obawiałam się, ze może się jakoś wymigać, ale nic podobnego się nie stało.
-Dzięki
-Nie ma za co! - lekko zagryzł wargę powstrzymując uśmiech
Udałam że tego nie zauważyłam i powiedziałam że pójdę się przebrać. Wzięłam torebkę, którą Jus przywiózł mi z domu i zabrałam ją do toalety.
Nie chciało mi się wszystkiego po kolei wypakowywać dlatego po prostu wyrzuciłam ubrania na podłogę. Okazało się, że Justin pomyślał też o innych rzeczach.
Znalazłam tam szczotkę do włosów, cienie do oczu i inne kosmetyki oraz jakiegoś pluszowego misia, którego nigdy wcześniej nie widziałam. To był ten pluszak. <---- wkliknij link
Był naprawdę uroczy. Tylko nie wiem czy myślałam tak o misiu czy o Justinie, który zaskakiwał mnie na każdym kroku. Tak. Misiek był na pewno sprawką Jusa.
Rozpuściłam włosy i je rozczesałam. Było to dość trudne, bo były strasznie potargane. Zwykle czesałam je kilka razy dziennie, a ostatnio nawet ich nie rozczesywałam. Po chwili wyglądałam kompletnie inaczej. Założyłam jasno-różową bluzkę na ramiączka i krótką spódniczkę w odcieniach fioletu. Włosy związałam w niechlujnego kucyka. Kilka krótszych pasemek wchodziło mi w oczy. Odgarnęłam je na bok i zadowolona z rezultatu spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyszłam z toalety i zeszłam na dół.
Kiedy byłam na schodach zapytałam się Jusa:
-Która godzina?
-Już 12.35 - powiedział odwracając się w stronę zegara
-Ładny misiu, dziękuję. - powiedziałam wtulając się w Justina
-Oj, to taka drobnostka... - odpowiedział wkładając rękę w moje włosy
Po chwili zaczął ściągać mi gumkę, a kitka swobodnie opadła na moje plecy, Ciągle miałam splątane dłonie na jego karku. Justin bawił się kilkoma pasemkami włosów zakręcając je w okół swojego palca. Było to dość przyjemne, dlatego jeszcze mocniej go przytuliłam delektując się słodką chwilą. Nagle jego ręka zjechała w bok - niby przypadkiem. Przejechał delikatnie ciepłą dłonią po moim policzku. Przeszedł mnie dreszczyk trochę denerwujący, ale podniecający. Wtedy się lekko od niego odsunęłam, lecz wciąż byłam wystarczająco blisko żeby móc zobaczyć jego spokojny wzrok, który zapoznawał się z moją twarzą. Patrzył mi się prosto w oczy, a potem zerknął na usta. Znowu powrócił do oczu i wyszeptał:
-Może zjemy coś słodkego?
Co??? Byłam trochę zdziwiona. Myślałam, powie coś w rodzaju... nooo... sama nie wiem...
Przez chwilę nic do mnie nie docierało. Stałam już sama, na środku pokoju i obserwowałam uważnie każdy krok Justina. Nie wiem czego od niego oczekiwałam, co wtedy chciałam usłyszeć, nie byłam pewna swoich uczuć.Jus wyjął z lodówki miseczkę z jakimś kremem i herbatnikami. Położył na stole.
-Coś się stało?
-Nie nic... - odpowiedziałam zamyślona
-No to chodź, ten krem jest najlepszy gdy przelatuje jeszcze chłodem - powiedział obszukując krzesła, jedno dla siebie, drugie dla mnie.
Nic nie mówiąc usiadłam na wskazanym miejscu.
-Coś cię gryzie... - próbował ze mnie wydusić jakieś informacje, ale nic mu nie odpowiedziałam.
Co ja tak naprawdę wtedy od niego chciałam?
Strasznie mnie to męczyło. Nie umiałam wrócić myślami do tamtej chwili, choć to zdarzyło się minutę temu. Jakie były moje oczekiwania wobec niego? Co wtedy czułam? Nic już nie pamiętałam...
No nic... Było minęło...
Następnym razem mam dwa wyjścia. Albo się porządnie skupić, albo po prostu się ogarnąć i nie zawracać sobie głowy.
Lekko się uśmiechnęłam i odetchnęłam.
-Już jesteś?- zapytał Justin
-Co?- nie za bardzo zrozumiałam
-No przecież widziałem, że porządnie odpłynęłaś. Musiałaś nad czymś rozmyślać.
Nie chciałam się wydać dlatego powiedziałam tylko:
-Być może.
-A kiedy spróbujesz tych herbatników?
-Nie wiem... - lubiłam się z nim przekomarzać
Justin długo nie czekał na moją decyzję. Sam wziął jeden herbatnik, zamoczył go w kremie i podsunął mi go. Pokręciłam przecząco głową. On w odpowiedni sposób zmarszczył swoje ciemne brwi i przybliżył się. W końcu nie miałam wyboru, bo strasznie naciskał i otworzyłam usta. Justin zadowolony z tego, że odniósł sukces wsunął mi herbatnika, a przy tym się nieźle ubrudził. I nie tylko siebie. Słodki krem spadł także na moją koszulkę. Z udawaną złością popatrzyłam się na sprawcę. Justin zrobił wielkie oczy i sięgnął po serwetkę, po czym zaczął wycierać plamę.Widać, że nie miał w tym zbyt dużej wprawy, bo prawie mi zrobił dziurę.
Zamiast zetrzeć krem, rozprzestrzenił go po całej bluzce. Zaczęłam się śmiać i choćbym chciała, nie umiałam przestać. Jus zrobił tylko krzywą minę i w ramach przeprosin wydukał coś w stylu ,,Odkupię ci nową".
-Nie musisz się tłumaczyć! Widzę, że nie jesteś stworzony do takich rzeczy...-znowu wybuchłam śmiechem
-Dobra, już wystarczy. Co w tym takiego śmiesznego? - powoli nudziła mu się moja ,,śmiechawica"
-Sorry... - wydusiłam próbując zagryść policzki od środka. Ale tylko próbując. Oczywiście mi się to nie udało.
-Nagrabiłaś sobie księżniczko! - Justin postanowił mi się odwdzięczyć
Wziął mnie (już któryś raz) na ręce. Tylko owego dnia zamiast położyć mnie na łóżku, zaniósł mnie do łazienki. Mówiąc szczerze kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. Po tak potężnym ataku śmiechu potrzebowałam co najmniej kilku minut na otrzeźwienie, a to się stało w ciągu sekund. Po chwili siedziałam w zamkniętej toalecie.
//Olexa
Dodawajcie komentarze z opiniami :) Bardzo proszę, nie trzeba się logować, można anonimowo:)
czwartek, 13 marca 2014
Gify:*
Widzieliście te gify??
Patrzyliście na przesłuchanie Jusa z 6 marca???
Ja już oglądałam, biedaczek wyglądał na zaspanego :((
Ja bym nie wytrzymała 4,5 godziny z pytaniami...
Nie wiem po co go się pytali o związek z Sel czy o Ushera...
Który gif Wam się najbardziej podoba??
//Olexa
Patrzyliście na przesłuchanie Jusa z 6 marca???
Ja już oglądałam, biedaczek wyglądał na zaspanego :((
Ja bym nie wytrzymała 4,5 godziny z pytaniami...
Nie wiem po co go się pytali o związek z Sel czy o Ushera...
Który gif Wam się najbardziej podoba??
//Olexa
wtorek, 11 marca 2014
Sorki:(
Bardzo przepraszam, ale w najbliższych dniach nie będę mogła dodać następnego rozdziału bo jest długi a ja mam naprawdę dużo nauki. Cały tydzień opsypany sprawdzianami i mam bardzo ważny test w piątek, jak go obleje to moje plany na przyszłość legną w gruzach:((
Trzymajcie za mnie kciuki:)
Jeszcze raz przepraszam...
//Olexa
Trzymajcie za mnie kciuki:)
Jeszcze raz przepraszam...
//Olexa
czwartek, 6 marca 2014
Dzięki
No jak tam Wam się podoba???
Właśnie przekroczyliście 1000 wejść :)
Bardzo dziękuję, bo to dla mnie dużo:)
Następne rozdziały samą mnie powalają, nie wiem skąd czerpię pomysły...
Ale nie tylko ja muszę je skądś czerpać, ponieważ w pisaniu któregoś z przyszłych rozdziałów pomaga mi moja przyjaciółka:)
Uwierzcie, że my mamy najlepszą z tego zabawę, szczególnie, że to opowiadanie tworzymy przede wszystkim na lekcjach:)
A jak my to robimy?
Proszę, nawet o tym nie myślcie, bo to jest nie do wyobrażenia:)
Szczególne pozdrowienia dla Dagmary, Zuzi, Kornelii, Justysi, Grześka i całej reszty która dopytuje się o linka do tego bloga:)
Dzięki Natalia za pomoc i świetną zabawę:)
//Olexa
Właśnie przekroczyliście 1000 wejść :)
Bardzo dziękuję, bo to dla mnie dużo:)
Następne rozdziały samą mnie powalają, nie wiem skąd czerpię pomysły...
Ale nie tylko ja muszę je skądś czerpać, ponieważ w pisaniu któregoś z przyszłych rozdziałów pomaga mi moja przyjaciółka:)
Uwierzcie, że my mamy najlepszą z tego zabawę, szczególnie, że to opowiadanie tworzymy przede wszystkim na lekcjach:)
A jak my to robimy?
Proszę, nawet o tym nie myślcie, bo to jest nie do wyobrażenia:)
Szczególne pozdrowienia dla Dagmary, Zuzi, Kornelii, Justysi, Grześka i całej reszty która dopytuje się o linka do tego bloga:)
Dzięki Natalia za pomoc i świetną zabawę:)
//Olexa
wtorek, 4 marca 2014
Rozdział XIII
Siedzieliśmy dłuższą chwilę nic nie mówiąc. Chciałam wtedy wiedzieć o
czym on myśli, co kryje się w jego głowie. Nie umiałam sobie tego
wyobrazić. Może zastanawiał się o czym ja myślę? Może czekał aż się
odezwę? Może szukał rozwiązania z trudnej sytuacji? A może tak naprawdę
robił dobrą minę do złej gry? Może.. za dużo przypuszczeń...
Nie wiedziałam czego od niego oczekuję. Z jednej strony byłam wściekła za tamtą aferę z przed kawiarni (choć tego nie okazywałam), a z drugiej byłam zadowolona, że go przeprosiłam za te niedorzeczne posądzenia. Dobrze się czułam siedząc obok niego, ale wiedziałam też, że plotki o nas nigdy nie wejdą w rzeczywistość.
-Wszystko OK? - zapytał zatroskanym głosem
-Tak, tak tylko troszkę się zamyśliłam - odpowiedziałam spoglądając na niego
-Co z ręką?
-Nie boli... Na szczęście.
-To dobrze. Zobaczymy jak to wygląda, przy okazji zmienimy opatrunek, zgadzasz się???
-Opiekujesz się mną jakbym miała 2 latka!!!- powiedziałam z pretensjami
Tak naprawdę siłą mnie przywiózł do siebie, nie pytając się o zdanie.
-Czuję się winny, nie powinienem...- przerwał -...ale zrobiłabyś sobie krzywdę! A właściwie to już sobie zrobiłaś! Pracujesz w szpitalu, więc powinnaś wiedzieć jakie pociągnie to za sobą konsekwencje!!!
-Wiem to doskonale, ale moje życie nie ma dalszego sensu - wróciłam ,,smutna ja"
Alis zawsze była dla mnie ważna, ale to co mi zrobiła przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
-Wcale nie! Każde życie ma sens! To jest twoja trudniejsza chwila, ale minie i wszystko wróci do normy! A może nawet będzie o stokroć lepiej! Nie możesz się poddawać, jeszcze jesteś młoda i masz tyle rzeczy do zrobienia, nie możesz sobie odbierać tej szansy!
-Uważaj bo uwierzę...- rzuciłam mu lekceważąc jego słowa
Nagle usłyszałam w telewizji NEWS TYGODNIA
-Uwaga! Justin Bieber znalazł sobie nową dziewczynę do towarzystwa. Gdy wysiedli z limuzyny...- zaczął dzinnikarz
-Nie słuchaj tego! - zwrócił się do mnie Jus sięgając po pilota
-Zostaw!- złapałam go za rękę
-...Wściekłe fanki nie pozwoliły nowej parze show biznesu zabawić się w pobliskiej lodziarni, widać, że młody piosenkarz rozpieszcza swoją dziewczynę. Jak donosi przyjaciółka młodej panny idola nastolatek - ,,związek kwitnie i to bardzo szybko i gorąco" - dokończył
- Co??? Przyjaciółka doniosła? Alis? Związek? Jaki kurde związek? On a ogupiała?- wściekła wstałam z miejsca
-Spokojnie to tylko plotki - Justin się nie przejmował
Stanęłam przed nim i wykrzyczałam mu prosto w twarz, że łzami w oczach :
-Plotki to tylko plotki, owszem!! Ale przyjaciółka? Jak ona mogła... Czy nasza przyjaźń nic dla niej nie znaczy? - całkowicie się rozpłakałam i wbiegłam po schodach do pokoju, w którym się obudziłam
Położyłam się na łóżku i zatopiłam się we wspomnieniach. Alis zawsze była dla mnie wzorem do naśladowania. Kochałam ją, inaczej, ale na swój sposób ją kochałam. Nasza przyjaźń miała trwać wiecznie, aż po grób a nawet jeszcze dłużej. Nie umiałam sobie wyobrazić dalszego życia. Mojej historii, bez wątku Alis. Zacząć od początku? Łatwiej powiedzieć, trudnej zrobić! Nie potrafiłam cieszyć się chwilą, choć tak naprawdę mogłam teraz rozmawia spokojnie z Justinem. Ale nie. To nie jest takie proste. Tego nie dało się zrobić od tak. Nie.
Tęskniłam za nią, bo to ona zawsze pocieszała mnie w trudnych chwilach. Ale teraz jej nie ma przy mnie. To ona jest sprawczynią mojej złości, moich najgorszych myśli. Ona doprowadziła mnie do takiego stanu.
Wstałam i powoli podeszłam do okna. Na ławeczce siedziały dwie dziewczyny. Śmiały się. Jedna trzymała drugą za rękę i opowiadała je coś z przejęciem. Czemu one mogą być szczęśliwe, a ja nie??? Nie chciałam na nie dłużej patrzeć.
Usiadłam na łóżku. Tysiące, a nawet miliony myśli opanowało mój umysł, który nie umiał przetrawić żadnej z nich. Spojrzałam na okaleczoną rękę i zaczęłam odwijać bandaż. Usłyszałam pukanie.
-Szczęścia tu nie znajdziesz, jedynie załamane serce - powiedziałam
Lekki skrzyp przeszedł po całym pokoju.
-To posmucę się razem z tobą, a może cię nawet pocieszę - Justin próbował ze mną porozmawiać
Nic nie mówiłam, jednak kiedy zauważył, że odwinęłam trochę opatrunek sięgnął po nowy bandaż i podał mi go. Byłam myślami gdzie indziej dlatego niezareagowałam. Justin widząc to wziął delikatnie moją rękę i powoli rozwijał materiał.
-No nie jest źle...- mruknął
Po chwili opatrunek był zmieniony. Powiem szczerze, że sama bym tego lepiej nie zrobiła. Ale nie chciałam dawać Justinowi powodu do zadowolenia. Miałam nadzieję, że uda mi się jeszcze poudawać tą ,,rozkapryszoną panienkę"
-Gotowe pani doktor - powiedział uśmiechając się
-Dziękuje panie doktorze- odpowiedziałam usiłowując pokazać zęby ( co wyglądało dość głupio)
-Następnym razem postaraj się trochę bardziej z tym sztucznym uśmieszkiem, bo ten był godzien pożałowania - ocenił żartując
-Ej! - popchnęłam go lekko
-Trochę ci się poprawił humor.
-Śpiąca jestem, dlatego nie mogę się skupić na zasmucaniu samej siebie
-Zaczekaj dam ci jakąś moją bluzkę to się przebierzesz i cię ululam do snu:)
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
Justin podszedł do szafki i zaczął przerzucać ciuchy z boku na bok. W końcu wybrał jasno-niebieską bluzkę z rękawem do łokcia i kazał mi ją założyć. Z początku stawiałam opór, ale potem musiałam się pogodzić z przegraną. Poszłam do toalety się przebrać. Dopiero wtedy zobaczyłam swoją twarz. Cała blada, usta sine, oczy podbite, włosy wyglądały jakby ktoś po mnie przejechał kosiarką. Nie zdziwiłabym się gdyby ktoś mnie pomylił ze strachem na wróble. Kiedy wróciłam do sypialni, łóżko było już rozłożone. Musiałam wyglądać bardzo śmiesznie, bo rzuciłam się w pościel jak małe dziecko do basenu z kulkami. Wskoczyłam pod kołdrę przykrywając się nią aż po szyję.
Wtedy Justin podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek mówiąc:
-Dobranoc!
-Dobranoc prze pana!
Zaczęliśmy się śmiać, a Justin zadowolony z tego, że mnie rozchmurzył zgasił światło i zamknął drzwi.
Wtuliłam się mocno w poduszkę i zamknęłam oczy.
Po chwili je otworzyłam i wszystko wróciło.
Znowu czułam łzy spływające mi po policzkach.
Niedługo potem zasnęłam...
Musiało mi się śnić coś naprawdę strasznego. Kompletny koszmar, horror. Choć właściwie nocne zmary miałam coraz częściej, ten sen mnie potwornie zmęczył. Obudziłam się cała spocona, z nierównym oddechem. Nie pamiętam tego co mi się przyśniło, ale w głowie miałam ( jak zwykle) najgorsze myśli.
Ciągle nie mogłam się pogodzić z zachowaniem Alis. To mnie już dołowało na maxa. Miałam depresję jak nigdy wcześniej ( nie tą pod Elblągeim :*) Nie umiałam normalnie funkcjonować.
- Już koniec z nią. Ona jest dla ciebie nikim - mówił we mnie mój wewnętrzny głos
Nagle usłyszałam dziwne dźwięki dochodzące z dołu.
Czy to może być złodziej?
Bałam się jak cholera, ale i tak już nic nie miałam do stracenia.
Po cichu otworzyłam drzwi i jeszcze ciszej zeszłam po schodach.
Było całkowicie ciemno, tylko na końcu korytarza widziałam światełko dochodzące z jednego pokoju.
Podeszłam na palcach do kuchni i wyciągnęłam nóż.
Krok za krokiem, podążałam w stronę pomieszczenia, z którego wydobywał się hałas.
Kiedy byłam już blisko oparłam się o ścianę i zaczęłam nasłuchiwać.
Bałam się...
...ale jednak miałam wystarczająco odwagi, aby podejść do złodziejaszka.
Policzyłam spokojnie do trzech.
RAZ
DWA
TRZY...
I otworzyłam drzwi.
Stanęłam jak ta głupia w wejściu z nożem w dłoni, a Justin przyglądał mi się uważnie z zaniepokojeniem.
Po chwili podniósł ręcę i powiedział:
-Poddaję się!
-Przestraszyłeś mnie! Myślałam, że jesteś bandziorem ! Mało kto łazi po domu o pierwszej w nocy!
-Z tego co widzę to ty chodzisz po domu i to jeszcze z nożem w ręku, a ja siedzę tylko przy biurku, no ale spoko - uśmiechnął się
-Nie bierz wszystkiego tak dosłownie!- siadając na fotelu odłożyłam nóż
-Dzwoniłem do szpitala i powiedziałem, że robimy razem ,,tajny plan". Dlatego nie przyszłaś dzisiaj do pracy. Nic nie mówiłem, o tym, że się zacięłaś. A teraz ustalam szczegóły tego ,,nadzwyczajnego" planu.
-Ahaa...- byłam lekko zdziwiona tym pomysłem- A co to za plan?
-Zrobimy jakąś akcje charytatywną w okolicach mojego rodzinnego miasta.
-Ale ty przecież pochodzisz z Kanady!!!
- No tak... Ja ci tu życie ratuję, a ty mi z pretensjami wyskakujesz? Jak tak można?! - uśmiechnął się z lekko przekomarzającą się miną
- Dobra, dobra...- powiedziałam ziewając
-Ooo!!! Widzę, że moja mała złośnica zrobiła się śpiąca? - próbował mnie rozzłościć.
-Wcale nie!
-Wcale tak!- zaczęliśmy się sprzeczać jak małe rodzeństwo
-Nie!
-Tak!
Po chwili Justin porywczo wstał z krzesła i podszedł do mnie łapiąc mnie w biodrach.
-Zostaw! Puszczaj! - piszczałam a Justin nic sobie z tego nie robił, wręcz przeciwnie, świetnie sie bawił.
Przerzucił mnie przez ramię jakbym była torbą.
Nogi zawisły mi tuż przy jego torsie, a głową uderzałam o jego plecy.
Szarpałam się we wszystkie strony.
-Ej, maleńka nie jesteś już taka lekka, więc się nie wierć bo cię upuszczę!!! - zachichotał próbując mnie uspokoić
-Hej maleńki weź rękę z mojego tyłka bo jak mnie postawisz na ziemi to będzie trzeba ci szykować pogrzeb!!! - zdenerwowałam się gdy niefortunnie Jus położył rękę tam gdzie nie wolno i klepnęłam go w pupę... Miałam blisko bo wisiałam głową w dół tuż nad celem.
Justin zaczął się śmiać i gdy wszedł do sypialni położył mnie na łóżku.
Popatrzyłam się na niego, a on zamrugał oczami i powiedzial:
-Jeszce żyję! Stał się cud! - zaczął się ciągle chichotał
-Taa... jasne... bo te twoje oczęta u Boga potrafią wyprosić wszystko!
Już nie patrzyłam na niego jak na idola nastolatek, jak na gwiazdę popkultury, piosenkarza czy światową sławę. Dla mnie był zwykłym kolegą, z którym się mogłam pośmiać.
Justin usiadł na brzegu łóżka i powiedział:
-Śpij już. Żadnego złodzieja nie było i nie będzie. Zamknij te swoje śliczniuśkie paczydła i spróbuj zasnąć.
-Dobrze plosę pana - zasepleniłam zakrywając się kołdrą- ale chcem kolysankę
-Kołysankę mówisz, mhmmm... - mówiąc to sięgnął po gitarę i zaczął śpiewać spokojniejszą wersję ,,One less lonely girl"
Jeszcze chwilę popatrzyłam się na niego i podziwiałam jego głos. Piwne wręcz czekoladowe oczy rezklejały mnie całkowicie. Jego puszyste włosy postawione na ,, jeżyka" przyciągały moja dłoń. Tak bardzo chciałam zepsuć mu tą ułożoną fryzurkę. Dodawały mu urody, której nie brakowało temu przystojniakowi. Usta malinowe, dość spore prosiły się same o wykorzystanie. Wszystko ze sobą idealnie współgrało. Ktoś musiał się namęczyć przy stwarzaniu tego chłopaka.
Potem oczy zaczęły mi się kleić i usnęłam.
//Olexa
Nie wiedziałam czego od niego oczekuję. Z jednej strony byłam wściekła za tamtą aferę z przed kawiarni (choć tego nie okazywałam), a z drugiej byłam zadowolona, że go przeprosiłam za te niedorzeczne posądzenia. Dobrze się czułam siedząc obok niego, ale wiedziałam też, że plotki o nas nigdy nie wejdą w rzeczywistość.
-Wszystko OK? - zapytał zatroskanym głosem
-Tak, tak tylko troszkę się zamyśliłam - odpowiedziałam spoglądając na niego
-Co z ręką?
-Nie boli... Na szczęście.
-To dobrze. Zobaczymy jak to wygląda, przy okazji zmienimy opatrunek, zgadzasz się???
-Opiekujesz się mną jakbym miała 2 latka!!!- powiedziałam z pretensjami
Tak naprawdę siłą mnie przywiózł do siebie, nie pytając się o zdanie.
-Czuję się winny, nie powinienem...- przerwał -...ale zrobiłabyś sobie krzywdę! A właściwie to już sobie zrobiłaś! Pracujesz w szpitalu, więc powinnaś wiedzieć jakie pociągnie to za sobą konsekwencje!!!
-Wiem to doskonale, ale moje życie nie ma dalszego sensu - wróciłam ,,smutna ja"
Alis zawsze była dla mnie ważna, ale to co mi zrobiła przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
-Wcale nie! Każde życie ma sens! To jest twoja trudniejsza chwila, ale minie i wszystko wróci do normy! A może nawet będzie o stokroć lepiej! Nie możesz się poddawać, jeszcze jesteś młoda i masz tyle rzeczy do zrobienia, nie możesz sobie odbierać tej szansy!
-Uważaj bo uwierzę...- rzuciłam mu lekceważąc jego słowa
Nagle usłyszałam w telewizji NEWS TYGODNIA
-Uwaga! Justin Bieber znalazł sobie nową dziewczynę do towarzystwa. Gdy wysiedli z limuzyny...- zaczął dzinnikarz
-Nie słuchaj tego! - zwrócił się do mnie Jus sięgając po pilota
-Zostaw!- złapałam go za rękę
-...Wściekłe fanki nie pozwoliły nowej parze show biznesu zabawić się w pobliskiej lodziarni, widać, że młody piosenkarz rozpieszcza swoją dziewczynę. Jak donosi przyjaciółka młodej panny idola nastolatek - ,,związek kwitnie i to bardzo szybko i gorąco" - dokończył
- Co??? Przyjaciółka doniosła? Alis? Związek? Jaki kurde związek? On a ogupiała?- wściekła wstałam z miejsca
-Spokojnie to tylko plotki - Justin się nie przejmował
Stanęłam przed nim i wykrzyczałam mu prosto w twarz, że łzami w oczach :
-Plotki to tylko plotki, owszem!! Ale przyjaciółka? Jak ona mogła... Czy nasza przyjaźń nic dla niej nie znaczy? - całkowicie się rozpłakałam i wbiegłam po schodach do pokoju, w którym się obudziłam
Położyłam się na łóżku i zatopiłam się we wspomnieniach. Alis zawsze była dla mnie wzorem do naśladowania. Kochałam ją, inaczej, ale na swój sposób ją kochałam. Nasza przyjaźń miała trwać wiecznie, aż po grób a nawet jeszcze dłużej. Nie umiałam sobie wyobrazić dalszego życia. Mojej historii, bez wątku Alis. Zacząć od początku? Łatwiej powiedzieć, trudnej zrobić! Nie potrafiłam cieszyć się chwilą, choć tak naprawdę mogłam teraz rozmawia spokojnie z Justinem. Ale nie. To nie jest takie proste. Tego nie dało się zrobić od tak. Nie.
Tęskniłam za nią, bo to ona zawsze pocieszała mnie w trudnych chwilach. Ale teraz jej nie ma przy mnie. To ona jest sprawczynią mojej złości, moich najgorszych myśli. Ona doprowadziła mnie do takiego stanu.
Wstałam i powoli podeszłam do okna. Na ławeczce siedziały dwie dziewczyny. Śmiały się. Jedna trzymała drugą za rękę i opowiadała je coś z przejęciem. Czemu one mogą być szczęśliwe, a ja nie??? Nie chciałam na nie dłużej patrzeć.
Usiadłam na łóżku. Tysiące, a nawet miliony myśli opanowało mój umysł, który nie umiał przetrawić żadnej z nich. Spojrzałam na okaleczoną rękę i zaczęłam odwijać bandaż. Usłyszałam pukanie.
-Szczęścia tu nie znajdziesz, jedynie załamane serce - powiedziałam
Lekki skrzyp przeszedł po całym pokoju.
-To posmucę się razem z tobą, a może cię nawet pocieszę - Justin próbował ze mną porozmawiać
Nic nie mówiłam, jednak kiedy zauważył, że odwinęłam trochę opatrunek sięgnął po nowy bandaż i podał mi go. Byłam myślami gdzie indziej dlatego niezareagowałam. Justin widząc to wziął delikatnie moją rękę i powoli rozwijał materiał.
-No nie jest źle...- mruknął
Po chwili opatrunek był zmieniony. Powiem szczerze, że sama bym tego lepiej nie zrobiła. Ale nie chciałam dawać Justinowi powodu do zadowolenia. Miałam nadzieję, że uda mi się jeszcze poudawać tą ,,rozkapryszoną panienkę"
-Gotowe pani doktor - powiedział uśmiechając się
-Dziękuje panie doktorze- odpowiedziałam usiłowując pokazać zęby ( co wyglądało dość głupio)
-Następnym razem postaraj się trochę bardziej z tym sztucznym uśmieszkiem, bo ten był godzien pożałowania - ocenił żartując
-Ej! - popchnęłam go lekko
-Trochę ci się poprawił humor.
-Śpiąca jestem, dlatego nie mogę się skupić na zasmucaniu samej siebie
-Zaczekaj dam ci jakąś moją bluzkę to się przebierzesz i cię ululam do snu:)
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
Justin podszedł do szafki i zaczął przerzucać ciuchy z boku na bok. W końcu wybrał jasno-niebieską bluzkę z rękawem do łokcia i kazał mi ją założyć. Z początku stawiałam opór, ale potem musiałam się pogodzić z przegraną. Poszłam do toalety się przebrać. Dopiero wtedy zobaczyłam swoją twarz. Cała blada, usta sine, oczy podbite, włosy wyglądały jakby ktoś po mnie przejechał kosiarką. Nie zdziwiłabym się gdyby ktoś mnie pomylił ze strachem na wróble. Kiedy wróciłam do sypialni, łóżko było już rozłożone. Musiałam wyglądać bardzo śmiesznie, bo rzuciłam się w pościel jak małe dziecko do basenu z kulkami. Wskoczyłam pod kołdrę przykrywając się nią aż po szyję.
Wtedy Justin podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek mówiąc:
-Dobranoc!
-Dobranoc prze pana!
Zaczęliśmy się śmiać, a Justin zadowolony z tego, że mnie rozchmurzył zgasił światło i zamknął drzwi.
Wtuliłam się mocno w poduszkę i zamknęłam oczy.
Po chwili je otworzyłam i wszystko wróciło.
Znowu czułam łzy spływające mi po policzkach.
Niedługo potem zasnęłam...
Musiało mi się śnić coś naprawdę strasznego. Kompletny koszmar, horror. Choć właściwie nocne zmary miałam coraz częściej, ten sen mnie potwornie zmęczył. Obudziłam się cała spocona, z nierównym oddechem. Nie pamiętam tego co mi się przyśniło, ale w głowie miałam ( jak zwykle) najgorsze myśli.
Ciągle nie mogłam się pogodzić z zachowaniem Alis. To mnie już dołowało na maxa. Miałam depresję jak nigdy wcześniej ( nie tą pod Elblągeim :*) Nie umiałam normalnie funkcjonować.
- Już koniec z nią. Ona jest dla ciebie nikim - mówił we mnie mój wewnętrzny głos
Nagle usłyszałam dziwne dźwięki dochodzące z dołu.
Czy to może być złodziej?
Bałam się jak cholera, ale i tak już nic nie miałam do stracenia.
Po cichu otworzyłam drzwi i jeszcze ciszej zeszłam po schodach.
Było całkowicie ciemno, tylko na końcu korytarza widziałam światełko dochodzące z jednego pokoju.
Podeszłam na palcach do kuchni i wyciągnęłam nóż.
Krok za krokiem, podążałam w stronę pomieszczenia, z którego wydobywał się hałas.
Kiedy byłam już blisko oparłam się o ścianę i zaczęłam nasłuchiwać.
Bałam się...
...ale jednak miałam wystarczająco odwagi, aby podejść do złodziejaszka.
Policzyłam spokojnie do trzech.
RAZ
DWA
TRZY...
I otworzyłam drzwi.
Stanęłam jak ta głupia w wejściu z nożem w dłoni, a Justin przyglądał mi się uważnie z zaniepokojeniem.
Po chwili podniósł ręcę i powiedział:
-Poddaję się!
-Przestraszyłeś mnie! Myślałam, że jesteś bandziorem ! Mało kto łazi po domu o pierwszej w nocy!
-Z tego co widzę to ty chodzisz po domu i to jeszcze z nożem w ręku, a ja siedzę tylko przy biurku, no ale spoko - uśmiechnął się
-Nie bierz wszystkiego tak dosłownie!- siadając na fotelu odłożyłam nóż
-Dzwoniłem do szpitala i powiedziałem, że robimy razem ,,tajny plan". Dlatego nie przyszłaś dzisiaj do pracy. Nic nie mówiłem, o tym, że się zacięłaś. A teraz ustalam szczegóły tego ,,nadzwyczajnego" planu.
-Ahaa...- byłam lekko zdziwiona tym pomysłem- A co to za plan?
-Zrobimy jakąś akcje charytatywną w okolicach mojego rodzinnego miasta.
-Ale ty przecież pochodzisz z Kanady!!!
- No tak... Ja ci tu życie ratuję, a ty mi z pretensjami wyskakujesz? Jak tak można?! - uśmiechnął się z lekko przekomarzającą się miną
- Dobra, dobra...- powiedziałam ziewając
-Ooo!!! Widzę, że moja mała złośnica zrobiła się śpiąca? - próbował mnie rozzłościć.
-Wcale nie!
-Wcale tak!- zaczęliśmy się sprzeczać jak małe rodzeństwo
-Nie!
-Tak!
Po chwili Justin porywczo wstał z krzesła i podszedł do mnie łapiąc mnie w biodrach.
-Zostaw! Puszczaj! - piszczałam a Justin nic sobie z tego nie robił, wręcz przeciwnie, świetnie sie bawił.
Przerzucił mnie przez ramię jakbym była torbą.
Nogi zawisły mi tuż przy jego torsie, a głową uderzałam o jego plecy.
Szarpałam się we wszystkie strony.
-Ej, maleńka nie jesteś już taka lekka, więc się nie wierć bo cię upuszczę!!! - zachichotał próbując mnie uspokoić
-Hej maleńki weź rękę z mojego tyłka bo jak mnie postawisz na ziemi to będzie trzeba ci szykować pogrzeb!!! - zdenerwowałam się gdy niefortunnie Jus położył rękę tam gdzie nie wolno i klepnęłam go w pupę... Miałam blisko bo wisiałam głową w dół tuż nad celem.
Justin zaczął się śmiać i gdy wszedł do sypialni położył mnie na łóżku.
Popatrzyłam się na niego, a on zamrugał oczami i powiedzial:
-Jeszce żyję! Stał się cud! - zaczął się ciągle chichotał
-Taa... jasne... bo te twoje oczęta u Boga potrafią wyprosić wszystko!
Już nie patrzyłam na niego jak na idola nastolatek, jak na gwiazdę popkultury, piosenkarza czy światową sławę. Dla mnie był zwykłym kolegą, z którym się mogłam pośmiać.
Justin usiadł na brzegu łóżka i powiedział:
-Śpij już. Żadnego złodzieja nie było i nie będzie. Zamknij te swoje śliczniuśkie paczydła i spróbuj zasnąć.
-Dobrze plosę pana - zasepleniłam zakrywając się kołdrą- ale chcem kolysankę
-Kołysankę mówisz, mhmmm... - mówiąc to sięgnął po gitarę i zaczął śpiewać spokojniejszą wersję ,,One less lonely girl"
Jeszcze chwilę popatrzyłam się na niego i podziwiałam jego głos. Piwne wręcz czekoladowe oczy rezklejały mnie całkowicie. Jego puszyste włosy postawione na ,, jeżyka" przyciągały moja dłoń. Tak bardzo chciałam zepsuć mu tą ułożoną fryzurkę. Dodawały mu urody, której nie brakowało temu przystojniakowi. Usta malinowe, dość spore prosiły się same o wykorzystanie. Wszystko ze sobą idealnie współgrało. Ktoś musiał się namęczyć przy stwarzaniu tego chłopaka.
Potem oczy zaczęły mi się kleić i usnęłam.
//Olexa
sobota, 1 marca 2014
Rozdział XII
Następnego dnia obudziłam się w złym nastroju. Okropnym nastroju. Jeszcze nie otworzyłam oczu, a już miałam w nich łzy. Byłam wściekła na Alis, na siebie jeszcze bardziej. Nienawidzę siebie.
Zerknęłam leniwie na zegarek. Była wtedy godzina 8.00. Powinnam się szykować do pracy.
Nie...
Już mnie nic nie obchodzi.... Moje życie jest do niczego. Wszystko psuje. Zostanę w domu. Już nic mi nie zostało...
Koniec...
Byłam zrozpaczona, serce mi biło jak szalone, cała w nerwach, w nienawiści, w czymś czego nie da się opisać. Coś co zniechęciło mnie całkowicie do życia. To mój koniec. Moje życie dobiegło końca.
Nagle dostałam trochę siły od Boga. Odgarnęłam pościel. Wstałam. Podeszłam do szafki i wywalałam z niej wszystko. Co było w mojej ręce po chwili leżało na podłodze.
Zawiodłam się na sobie. Zawiodłam się na najlepszej, najukochańszej przyjaciółce. Zawiodłam się na osobie, na której mi zależało. Zawiodłam się na Alis. Zawiodłam się na świecie. Zawiodłam się.
Nie mam sensu dalszego życia. Przynajmniej go nie potrafię znaleźć.
Ale znalazłam za to coś, czego szukałam w szafce.
Żyletka.
Pobiegłam do toalety. Cała tonęłam we łzach. Nie zrozumiecie dlaczego, po prostu nie umiałam normalnie funkcjonować. Odkręciłam wodę. Ciągle szlochałam. Alis jeszcze sapała. To lepiej. Nikt mi nie przerwie.
Zamoczyłam dłoń w strumyku wody. Tak, to moje ostatnie chwile. Nie umiałam opanować strachu, ale klamka zapadła. Nie ma sensu dalej to ciągnąć, to mój koniec. Koniec mojej historii. Nikomu nie jestem potrzebna. Nikomu. Po co dalej żyć? Nie mam już żadnego celu.
Ukucnęłam i oparłam rękę o wannę. Żyletka była już coraz bliżej. Już został centymetr od skóry. Milimetry dzieliły mnie od wielkiego bólu. Iii......
Ktoś zapukał do drzwi. Pukał coraz mocniej. Chyba listonosz... ale...
NIKT MNIE NIE POWSTRZYMA
Pisnęłam lekko. Żyletka upadła na ziemię, a ja razem z nią. Krew lała się na wszystkie strony. Już nic nie czułam. W końcu skończę moją drogę. Koniec bólu, cierpienia, smutku, płaczu, łez.
Nagle usłyszałam mocne uderzenie dochodzące z przedpokoju. Kilka pospiesznych kroków. Zbliżał się. Bliżej. Jeszcze...
Zobaczyłam jego.
-Emily!!!! Co ty...? Ale...
-Wyjdź stąd!!- krzyknęłam pełna wściekłości do Justina, siadając na kafelkach - Nic już nie zrobisz, idź!! Rozumiesz?!?!?
On nawet nie chciał słyszeć moich uwag. Zdjął bluzkę podchodząc do mnie.
-Nie chcę cię tu widzieć, odejdź!!- wrzeszczałam odpychając go
Niestety moja siła nie równała się w nawet jednym procencie z jego siłą. Podszedł do mnie, złapał okaleczoną rękę i owinął ją swoją bluzką. Potem złapał mnie za biodra i podniósł mnie. Szarpałam się na ile wystarczyło mi sił. On nic nie mówił. Mocno mnie chwycił i zaniósł bez słów do swojego samochodu.
Byłam wyczerpana. Justin jeszcze raz mocno związał mi rękę, tym razem koszulą która leżała na przednim siedzeniu. Już nie stawiałam oporu. Nie miałam sił. Wiedziałam, że przegram.
Siedziałam na tylnych fotelach, a Justin wsiadł do samochodu z drugiej strony, aby prowadzić pojazd. Nie mogłam złapać oddechu. Nie chciałam się odzywać do niego, ale .... gdzie my jedziemy??
Miałam wszystkiego dosyć. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się przy wielkiej willi.
Justin wysiadł, potem podszedł do mnie rozpiął pasy i wziął mnie na ręce. Po kilkunastu sekundach byliśmy w środku. Leżałam na łóżku. Tak.. teraz bawi się w bohatera. Podszedł do mnie z bandażem i powiedział:
-Usiądź, zrobię opatrunek. Póki jest jeszcze czas. Może nie będzie blizny- skierował na mnie swój poważny wzrok.
Nie chciałam się już przeciwstawiać. Po prostu nie miałam siły. Wykonałam polecenie.
Justin delikatnie odwinął najpierw koszulę, a potem bluzkę. Polał lekko wodą utlenioną. Zaszczypało mnie, dlatego syknęłam.
-Trzeba było się nie wygłupiać... Teraz dam ci odpocząć, ale jutro pogadamy. O ile do siebie dojdziesz...- skomentował
Nie odpowiedziałam.
Kiedy zawinął już ranę odpowiednim bandażem, wstał wziął zakrwawioną bluzkę oraz koszulę i wyszedł zamykając drzwi.
Położyłam się z powrotem, zanurzając się w gorzkich myślach. Gdyby nie przyszedł, miałabym już wszystko za sobą... On zniszczył cały mój plan.
Byłam śpiąca. Chociaż na drewnianym zegarku wiszącym na lekko fioletowej ścianie, widniała dopiero godzina 9.56, zasnęłam po kilku minutach.
Obudziłam się po 7 godzinach. Obolała wstałam z łóżka, ale zaraz potem jeszcze raz usiadłam.
Wspomnienie latały w moich myślach. Bolesne wspomnienia, o których nie zapomnę do końca życia. Może decyzja, którą podjęłam wtedy w toalecie, była trochę pochopna... ale nie umiałam znaleźć sensu dalszej przygody.
Odpoczęłam chwilę i podeszłam chwiejnym krokiem do drzwi. Otwierając je zauważyłam, że jeśli będę chciała zejść na dół, konieczne będzie pokonanie kilkunastu schodów.
Nagle usłyszałam kilka krótkich dźwięków dochodzących z piętra poniżej. Po drugiej stronie tych stopni, które będę musiała pokonać, ukazała się znajoma postać- Justin
-Widzę, że odzyskałaś siły, ale sama na dół jeszcze nie zejdziesz...- uśmiechnął się dość przyjaźnie próbując poprawić mi humor.
Szybkim krokiem wszedł na górę i złapał mnie za zdrową lewą rękę i powiedział:
-Przy mojej pomocy będzie ci łatwiej, no chyba, że wolisz żebym cię zniósł?
Odpowiedziała mu cisza
-Słuchaj, nie będziesz mi się musiała tłumaczyć, jeśli nie będziesz tego chciała... ale zanim dojdziesz do zdrowia pomieszkasz u mnie, i musisz choć słowem się do mnie odzywać bo zacznę się bać, że straciłaś głos...- zażartował chcąc załagodzić sytuację
-Dobra- przełamałam się, lecz machnęłam to tak od niechcenia
-No, robisz postępy - Justin zadowolił się moim słowem
Zeszliśmy powoli na dół. Usiadłam na kanapie i rozejrzałam się po pokoju.
-Wody, herbaty? - zapytał Jus
-Wody- nie chciałam nadużywać jego gościnności, której i tak nie potrzebowałam
Justin nalał mi mineralnej do dość wysokiej szklanki i podając mi ją usiadł tuż obok mnie.
-Dziękuję...-powiedziałam
-Proszę, a jak się czujesz? Co z ręką, boli?
-Nie...- udawałam twardą, choć tak naprawdę czułam ciągle mocne szczypanie
Przez cały ten czas, nie spojrzałam mu a ni razu w oczy.
-Pokaż to..
Podałam mu rękę. Justin ostrożnie obejrzał z wierzchu jak to wygląda.
-Lekko spuchło - osądził
-Być może....- nie dawałam za wygraną
Coś mnie tknęło. Dzień wcześniej chciałam być blisko niego. Chciałam mu coś powiedzieć. Przeprosić. Źle go wtedy osądziłam. Ale... Będę musiała przestać udawać panienkę o wielkim honorze. No cóż... Nie umiem długo utrzymywać samej siebie w niepewności.
-Przepraszam...- po raz pierwszy spojrzałam mu prosto w oczy
-Za co ??- zapytał zaskoczony
-Nie wynająłeś tych fanek, a o tym co się stało przed lodziarnią rozpowiedziała Alis...
-Spokojnie... już dawno o tym zapomniałem - wydawał się być zadowolony z przebiegu zdarzeń
-Ale ja nie... Myślałam, że Alis to moja prawdziwa przyjaciółka.... dlatego...
-Cicho...- powiedział kładąc mi palec na ustach- już nic nie mów, już wszystko rozumiem- mówił szeptem
Wtedy poczułam coś dziwnego. Nie umiem powiedzieć co to było. Mam trudność w rozpoznawaniu uczuć, ale było to coś zaskakującego, a jednocześnie przyjemnego i podniecającego.
Uśmiechnęłam się do niego, nie wiem dlaczego, ale poczułam taką potrzebę. Chyba mu się to spodobało bo mocno mnie objął i przytulił. Czułam jego zapach, jego policzek dotykał mojego. Ciepła dłoń rozgrzała moją rękę. Wzrok zawisł na chwilę w moich oczach. Nie czułam bólu, który sobie sprawiłam, chwilowa radość opętała moją duszę. Czułam się bezpieczna. Nic mi nie groziło.
-Mam nadzieję, że się jakoś dogadamy- odezwał się Jus
-Ja też- odpowiedziałam
Justin lekko pocałował mnie w policzek. Nie uraziło mnie to. Pamiętam jak pierwszego dnia, patrzył się na mnie takim dziwnym wzrokiem. Wtedy źle się z tym czułam. Ale teraz....
Zapomniałam o całej smutku.
//Olexa
Zerknęłam leniwie na zegarek. Była wtedy godzina 8.00. Powinnam się szykować do pracy.
Nie...
Już mnie nic nie obchodzi.... Moje życie jest do niczego. Wszystko psuje. Zostanę w domu. Już nic mi nie zostało...
Koniec...
Byłam zrozpaczona, serce mi biło jak szalone, cała w nerwach, w nienawiści, w czymś czego nie da się opisać. Coś co zniechęciło mnie całkowicie do życia. To mój koniec. Moje życie dobiegło końca.
Nagle dostałam trochę siły od Boga. Odgarnęłam pościel. Wstałam. Podeszłam do szafki i wywalałam z niej wszystko. Co było w mojej ręce po chwili leżało na podłodze.
Zawiodłam się na sobie. Zawiodłam się na najlepszej, najukochańszej przyjaciółce. Zawiodłam się na osobie, na której mi zależało. Zawiodłam się na Alis. Zawiodłam się na świecie. Zawiodłam się.
Nie mam sensu dalszego życia. Przynajmniej go nie potrafię znaleźć.
Ale znalazłam za to coś, czego szukałam w szafce.
Żyletka.
Pobiegłam do toalety. Cała tonęłam we łzach. Nie zrozumiecie dlaczego, po prostu nie umiałam normalnie funkcjonować. Odkręciłam wodę. Ciągle szlochałam. Alis jeszcze sapała. To lepiej. Nikt mi nie przerwie.
Zamoczyłam dłoń w strumyku wody. Tak, to moje ostatnie chwile. Nie umiałam opanować strachu, ale klamka zapadła. Nie ma sensu dalej to ciągnąć, to mój koniec. Koniec mojej historii. Nikomu nie jestem potrzebna. Nikomu. Po co dalej żyć? Nie mam już żadnego celu.
Ukucnęłam i oparłam rękę o wannę. Żyletka była już coraz bliżej. Już został centymetr od skóry. Milimetry dzieliły mnie od wielkiego bólu. Iii......
Ktoś zapukał do drzwi. Pukał coraz mocniej. Chyba listonosz... ale...
NIKT MNIE NIE POWSTRZYMA
Pisnęłam lekko. Żyletka upadła na ziemię, a ja razem z nią. Krew lała się na wszystkie strony. Już nic nie czułam. W końcu skończę moją drogę. Koniec bólu, cierpienia, smutku, płaczu, łez.
Nagle usłyszałam mocne uderzenie dochodzące z przedpokoju. Kilka pospiesznych kroków. Zbliżał się. Bliżej. Jeszcze...
Zobaczyłam jego.
-Emily!!!! Co ty...? Ale...
-Wyjdź stąd!!- krzyknęłam pełna wściekłości do Justina, siadając na kafelkach - Nic już nie zrobisz, idź!! Rozumiesz?!?!?
On nawet nie chciał słyszeć moich uwag. Zdjął bluzkę podchodząc do mnie.
-Nie chcę cię tu widzieć, odejdź!!- wrzeszczałam odpychając go
Niestety moja siła nie równała się w nawet jednym procencie z jego siłą. Podszedł do mnie, złapał okaleczoną rękę i owinął ją swoją bluzką. Potem złapał mnie za biodra i podniósł mnie. Szarpałam się na ile wystarczyło mi sił. On nic nie mówił. Mocno mnie chwycił i zaniósł bez słów do swojego samochodu.
Byłam wyczerpana. Justin jeszcze raz mocno związał mi rękę, tym razem koszulą która leżała na przednim siedzeniu. Już nie stawiałam oporu. Nie miałam sił. Wiedziałam, że przegram.
Siedziałam na tylnych fotelach, a Justin wsiadł do samochodu z drugiej strony, aby prowadzić pojazd. Nie mogłam złapać oddechu. Nie chciałam się odzywać do niego, ale .... gdzie my jedziemy??
Miałam wszystkiego dosyć. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się przy wielkiej willi.
Justin wysiadł, potem podszedł do mnie rozpiął pasy i wziął mnie na ręce. Po kilkunastu sekundach byliśmy w środku. Leżałam na łóżku. Tak.. teraz bawi się w bohatera. Podszedł do mnie z bandażem i powiedział:
-Usiądź, zrobię opatrunek. Póki jest jeszcze czas. Może nie będzie blizny- skierował na mnie swój poważny wzrok.
Nie chciałam się już przeciwstawiać. Po prostu nie miałam siły. Wykonałam polecenie.
Justin delikatnie odwinął najpierw koszulę, a potem bluzkę. Polał lekko wodą utlenioną. Zaszczypało mnie, dlatego syknęłam.
-Trzeba było się nie wygłupiać... Teraz dam ci odpocząć, ale jutro pogadamy. O ile do siebie dojdziesz...- skomentował
Nie odpowiedziałam.
Kiedy zawinął już ranę odpowiednim bandażem, wstał wziął zakrwawioną bluzkę oraz koszulę i wyszedł zamykając drzwi.
Położyłam się z powrotem, zanurzając się w gorzkich myślach. Gdyby nie przyszedł, miałabym już wszystko za sobą... On zniszczył cały mój plan.
Byłam śpiąca. Chociaż na drewnianym zegarku wiszącym na lekko fioletowej ścianie, widniała dopiero godzina 9.56, zasnęłam po kilku minutach.
Obudziłam się po 7 godzinach. Obolała wstałam z łóżka, ale zaraz potem jeszcze raz usiadłam.
Wspomnienie latały w moich myślach. Bolesne wspomnienia, o których nie zapomnę do końca życia. Może decyzja, którą podjęłam wtedy w toalecie, była trochę pochopna... ale nie umiałam znaleźć sensu dalszej przygody.
Odpoczęłam chwilę i podeszłam chwiejnym krokiem do drzwi. Otwierając je zauważyłam, że jeśli będę chciała zejść na dół, konieczne będzie pokonanie kilkunastu schodów.
Nagle usłyszałam kilka krótkich dźwięków dochodzących z piętra poniżej. Po drugiej stronie tych stopni, które będę musiała pokonać, ukazała się znajoma postać- Justin
-Widzę, że odzyskałaś siły, ale sama na dół jeszcze nie zejdziesz...- uśmiechnął się dość przyjaźnie próbując poprawić mi humor.
Szybkim krokiem wszedł na górę i złapał mnie za zdrową lewą rękę i powiedział:
-Przy mojej pomocy będzie ci łatwiej, no chyba, że wolisz żebym cię zniósł?
Odpowiedziała mu cisza
-Słuchaj, nie będziesz mi się musiała tłumaczyć, jeśli nie będziesz tego chciała... ale zanim dojdziesz do zdrowia pomieszkasz u mnie, i musisz choć słowem się do mnie odzywać bo zacznę się bać, że straciłaś głos...- zażartował chcąc załagodzić sytuację
-Dobra- przełamałam się, lecz machnęłam to tak od niechcenia
-No, robisz postępy - Justin zadowolił się moim słowem
Zeszliśmy powoli na dół. Usiadłam na kanapie i rozejrzałam się po pokoju.
-Wody, herbaty? - zapytał Jus
-Wody- nie chciałam nadużywać jego gościnności, której i tak nie potrzebowałam
Justin nalał mi mineralnej do dość wysokiej szklanki i podając mi ją usiadł tuż obok mnie.
-Dziękuję...-powiedziałam
-Proszę, a jak się czujesz? Co z ręką, boli?
-Nie...- udawałam twardą, choć tak naprawdę czułam ciągle mocne szczypanie
Przez cały ten czas, nie spojrzałam mu a ni razu w oczy.
-Pokaż to..
Podałam mu rękę. Justin ostrożnie obejrzał z wierzchu jak to wygląda.
-Lekko spuchło - osądził
-Być może....- nie dawałam za wygraną
Coś mnie tknęło. Dzień wcześniej chciałam być blisko niego. Chciałam mu coś powiedzieć. Przeprosić. Źle go wtedy osądziłam. Ale... Będę musiała przestać udawać panienkę o wielkim honorze. No cóż... Nie umiem długo utrzymywać samej siebie w niepewności.
-Przepraszam...- po raz pierwszy spojrzałam mu prosto w oczy
-Za co ??- zapytał zaskoczony
-Nie wynająłeś tych fanek, a o tym co się stało przed lodziarnią rozpowiedziała Alis...
-Spokojnie... już dawno o tym zapomniałem - wydawał się być zadowolony z przebiegu zdarzeń
-Ale ja nie... Myślałam, że Alis to moja prawdziwa przyjaciółka.... dlatego...
-Cicho...- powiedział kładąc mi palec na ustach- już nic nie mów, już wszystko rozumiem- mówił szeptem
Wtedy poczułam coś dziwnego. Nie umiem powiedzieć co to było. Mam trudność w rozpoznawaniu uczuć, ale było to coś zaskakującego, a jednocześnie przyjemnego i podniecającego.
Uśmiechnęłam się do niego, nie wiem dlaczego, ale poczułam taką potrzebę. Chyba mu się to spodobało bo mocno mnie objął i przytulił. Czułam jego zapach, jego policzek dotykał mojego. Ciepła dłoń rozgrzała moją rękę. Wzrok zawisł na chwilę w moich oczach. Nie czułam bólu, który sobie sprawiłam, chwilowa radość opętała moją duszę. Czułam się bezpieczna. Nic mi nie groziło.
-Mam nadzieję, że się jakoś dogadamy- odezwał się Jus
-Ja też- odpowiedziałam
Justin lekko pocałował mnie w policzek. Nie uraziło mnie to. Pamiętam jak pierwszego dnia, patrzył się na mnie takim dziwnym wzrokiem. Wtedy źle się z tym czułam. Ale teraz....
Zapomniałam o całej smutku.
//Olexa
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










