Wstałam rano. Jeszcze trochę zaspana, założyłam wybrany strój na dziś. Kolorowy, jak mówił ordynator. Pożegnałam się z Alis.
-Trzymaj za mnie kciuki!!- krzyknęłam
-Czekaj- zatrzymała mnie dając kopniaka na szczęście - teraz możesz... Ucałuj go ode mnie:)
-Walnij sie w ten pusty łeb dziewczynko - zażartowałam wychodząc z domu
-Jestem!- oznajmiłam w sekretariacie
-Dobrze... nasz gość jest już u ordynatora
O mamciu... oddychaj... Emily.... Oddychaj... RAZ DWA TRZY..... Nie mogę... Spokojnie...Już... Będzie wszystko dobrze..-uspokajałam się w drodze do dyrka
Zapukałam
-Proszę...
Weszłam... Wszyscy już tam stali. Ordynator oparty o parapet, oraz cała reszta.
Nasz gość, uśmiechnięty wpatrywał się we mnie jakbym była .... obojniakiem... kosmitą....
Nie wiem....
-Cześć, jestem Justin - podszedł podając mi rękę
-Emily...-przerwałam spoglądając się na ordynatora, który kiwnął głową, co dało mi trochę pewności siebie - Oprowadzę cię dzisiaj po naszym szpitalu, dzieciaki jeszcze nic nie wiedzą, będą miały niezłą niespodziankę, naprawdę cieszymy się, że do nas ....( na ty? czy pan??? zdecydowałam się na ty) przyjechałeś...
-Ja też się bardzo cieszę, bo wiem, że te dzieci nie mają łatwego dzieciństwa i chciałbym im jakoś pomóc... no i miło mi, że będę oprowadzany przez taką piękną osobę jak ty- powiedział z uśmiechem
Trochę mnie to ostatnie zdanie zdenerwowało... Zna mnie pół minuty i mnie ocenia.... Ale dyrek na mnie polega, dlatego dziś będę udawać pierwszą lepszą panienkę.
On sam mnie zaimponował swoim życiorysem, swoją przeminą, szybkim dorastaniem, dobrym wychowaniem, ale wcześniej czytałam o nim tyle informacji.... mogłam go ocenić... a on o mnie wie tyle, że mam na imię Emily. No ale cóż, gwiazdy już tak mają...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz