sobota, 15 lutego 2014

Rozdział I

Hejo!
Jestem Emily. Mam 19 lat. Mieszkam w Nowym Jorku. Pracuje na pół etatu w szpitalu. Jestem tam taką ,,przyjaciółką" dzieci.
Chore dzieciaki mają naprawdę genialne poczucie humoru, które mnie czasami kompletnie rozwala.
Najbardziej lubię Tinę. Mała ma białaczkę. Nie wiem czemu, Bóg jest nie raz tak bardzo niesprawiedliwy.
Pewnego dnia, siedziałam u Tiny i zadzwonił do mnie ordynator.
-Halo?? tak.. ahaa... zaraz będę.. Poczekaj mała, niedługo wrócę... - zwróciłam się do mojej ulubienicy

Kiedy szłam do gabinetu, na korytarzu zaczepiła mnie moja przyjaciółka Alis:
-Słyszałaś już?-zapytała
-Ale co?
-Matko.. to ty jeszcze nic nie wiesz....
-Ale co?- powtórzyłam się, już lekko poddenerwowana
-No słuchaj, po prostu...
-Po prostu??? No mów!!
-Ha, ty naprawdę jeszcze nic nie słyszałaś?
-Kurde, mów o co chodzi bo zaraz nie wytrzymam!!!
- A gdzie tak pędzisz?
-Do ordynatora... no powiesz mi coś na temat tego ,,tajemniczego wydarzenia"??
-Pewnie się dowiesz od niego... Ale cały szpital o tym mówi a ty nic...
-Dobra, coś czuję, że szybciej się dowiem od dyrka niż od ciebie.....

Skierowałam się do drzwi gabinetu. Coś mnie tknęło.... Co może być takim wydarzeniem, które poruszyło by cały szpital... Chyba coś... ZŁEGO?? Może coś się stało z pacjentami i .... o nie wiem... Ale Alis nie wyglądała na zmartwioną... Z nią to nigdy nic nie wiadomo....

No dobra... Raz się żyje.. Pukam do drzwi...
-Proszę..- słyszę cichy głos ordynatora
Otwieram .... i wchodzę....


//Olexa


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz