wtorek, 4 marca 2014

Rozdział XIII

Siedzieliśmy dłuższą chwilę nic nie mówiąc. Chciałam wtedy wiedzieć o czym on myśli, co kryje się w jego głowie. Nie umiałam sobie tego wyobrazić. Może zastanawiał się o czym ja myślę? Może czekał aż się odezwę? Może szukał rozwiązania z trudnej sytuacji? A może tak naprawdę robił dobrą minę do złej gry? Może.. za  dużo przypuszczeń...

Nie wiedziałam czego od niego oczekuję. Z jednej strony byłam wściekła za tamtą aferę z przed kawiarni (choć tego nie okazywałam), a z drugiej  byłam zadowolona, że go przeprosiłam za te niedorzeczne posądzenia. Dobrze się czułam siedząc obok niego, ale wiedziałam też, że plotki o nas nigdy nie wejdą w rzeczywistość.

-Wszystko OK? - zapytał zatroskanym głosem

-Tak, tak tylko troszkę się zamyśliłam - odpowiedziałam spoglądając na niego

-Co z ręką?

-Nie boli... Na szczęście.

-To dobrze. Zobaczymy jak to wygląda, przy okazji zmienimy opatrunek, zgadzasz się???

-Opiekujesz się mną jakbym miała 2 latka!!!- powiedziałam z pretensjami

Tak naprawdę siłą mnie przywiózł do siebie, nie pytając się o zdanie.

-Czuję się winny, nie powinienem...- przerwał -...ale zrobiłabyś sobie krzywdę! A właściwie to już sobie zrobiłaś! Pracujesz w szpitalu, więc powinnaś wiedzieć jakie pociągnie to za sobą konsekwencje!!!

-Wiem to doskonale, ale moje życie nie ma dalszego sensu - wróciłam ,,smutna ja"

Alis zawsze była dla mnie ważna, ale to co mi zrobiła przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

-Wcale nie! Każde życie ma sens! To jest twoja  trudniejsza chwila, ale minie i wszystko wróci do normy! A może nawet będzie o stokroć lepiej! Nie możesz się poddawać, jeszcze jesteś młoda i masz tyle rzeczy do zrobienia, nie możesz sobie odbierać tej szansy!

-Uważaj bo uwierzę...- rzuciłam mu lekceważąc jego słowa

Nagle usłyszałam w telewizji NEWS TYGODNIA

-Uwaga! Justin Bieber znalazł sobie nową dziewczynę do towarzystwa. Gdy wysiedli z limuzyny...- zaczął dzinnikarz

-Nie słuchaj tego! - zwrócił się do mnie Jus sięgając po pilota

-Zostaw!- złapałam go za rękę

-...Wściekłe fanki nie pozwoliły nowej parze show biznesu zabawić się w pobliskiej lodziarni, widać, że młody piosenkarz rozpieszcza swoją dziewczynę. Jak donosi przyjaciółka młodej panny idola nastolatek - ,,związek kwitnie i to bardzo szybko i gorąco" - dokończył

- Co??? Przyjaciółka doniosła? Alis? Związek? Jaki kurde związek? On a ogupiała?- wściekła wstałam z miejsca

-Spokojnie to tylko plotki - Justin się nie przejmował

Stanęłam przed nim i wykrzyczałam mu prosto w twarz, że łzami w oczach :
-Plotki to tylko plotki, owszem!! Ale przyjaciółka? Jak ona mogła... Czy nasza przyjaźń nic dla niej nie znaczy? - całkowicie się rozpłakałam i wbiegłam po schodach do pokoju, w którym się obudziłam

Położyłam się na łóżku i zatopiłam się we wspomnieniach. Alis zawsze była dla mnie wzorem do naśladowania. Kochałam ją, inaczej, ale na swój sposób ją kochałam. Nasza przyjaźń miała trwać wiecznie, aż po grób a nawet jeszcze dłużej. Nie umiałam sobie wyobrazić dalszego życia. Mojej historii, bez wątku Alis. Zacząć od początku? Łatwiej powiedzieć, trudnej zrobić! Nie potrafiłam cieszyć się chwilą, choć tak naprawdę mogłam teraz rozmawia spokojnie z Justinem. Ale nie. To nie jest takie proste. Tego nie dało się zrobić od  tak. Nie.
 Tęskniłam za nią, bo to ona zawsze pocieszała mnie w trudnych chwilach. Ale teraz jej nie ma przy mnie. To ona jest sprawczynią mojej złości, moich najgorszych myśli. Ona doprowadziła mnie do takiego stanu.

Wstałam i powoli podeszłam do okna. Na ławeczce siedziały dwie dziewczyny. Śmiały się. Jedna trzymała drugą za rękę i opowiadała je coś z przejęciem. Czemu one mogą być szczęśliwe, a ja nie??? Nie chciałam na nie dłużej patrzeć.

Usiadłam na łóżku. Tysiące, a nawet miliony myśli opanowało mój umysł, który nie umiał przetrawić żadnej z nich. Spojrzałam na okaleczoną rękę i zaczęłam odwijać bandaż. Usłyszałam pukanie.

-Szczęścia tu nie znajdziesz, jedynie załamane serce - powiedziałam

Lekki skrzyp przeszedł po całym pokoju.

-To posmucę się razem z tobą, a może cię nawet pocieszę - Justin próbował ze mną porozmawiać

Nic nie mówiłam, jednak kiedy zauważył, że odwinęłam trochę opatrunek sięgnął po nowy bandaż i podał mi go. Byłam myślami gdzie indziej dlatego niezareagowałam. Justin widząc to wziął delikatnie moją rękę i powoli rozwijał materiał.

-No nie jest źle...- mruknął

Po chwili opatrunek był zmieniony. Powiem szczerze, że sama bym tego lepiej nie zrobiła. Ale nie chciałam dawać Justinowi powodu do zadowolenia. Miałam nadzieję, że uda mi się jeszcze poudawać tą ,,rozkapryszoną panienkę"

-Gotowe pani doktor - powiedział uśmiechając się

-Dziękuje panie doktorze- odpowiedziałam usiłowując pokazać zęby ( co wyglądało dość głupio)

-Następnym razem postaraj się trochę bardziej z tym sztucznym uśmieszkiem, bo ten był godzien pożałowania - ocenił żartując

-Ej! - popchnęłam go lekko

-Trochę ci się poprawił humor.

-Śpiąca jestem, dlatego nie mogę się skupić na zasmucaniu samej siebie

-Zaczekaj dam ci jakąś moją bluzkę to się przebierzesz i cię ululam do snu:)

Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
Justin podszedł do szafki i zaczął przerzucać ciuchy z boku na bok. W końcu wybrał jasno-niebieską bluzkę z rękawem do łokcia i kazał mi ją założyć. Z początku stawiałam opór, ale potem musiałam się pogodzić z przegraną. Poszłam do toalety się przebrać. Dopiero wtedy zobaczyłam swoją twarz. Cała blada, usta sine, oczy podbite, włosy wyglądały jakby ktoś po mnie przejechał kosiarką. Nie zdziwiłabym się gdyby ktoś mnie pomylił ze strachem na wróble.  Kiedy wróciłam do sypialni, łóżko było już rozłożone. Musiałam wyglądać bardzo śmiesznie, bo rzuciłam się w pościel jak małe dziecko do basenu z kulkami. Wskoczyłam pod kołdrę przykrywając się nią aż po szyję.

Wtedy Justin podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek mówiąc:
-Dobranoc!

-Dobranoc prze pana!

Zaczęliśmy się śmiać, a Justin zadowolony z tego, że mnie rozchmurzył zgasił światło i zamknął drzwi.

Wtuliłam się mocno w poduszkę i zamknęłam oczy.
Po chwili je otworzyłam i wszystko wróciło.
Znowu czułam łzy spływające mi po policzkach.

Niedługo potem zasnęłam...

Musiało mi się śnić coś naprawdę strasznego. Kompletny koszmar, horror. Choć właściwie nocne zmary miałam coraz częściej, ten sen mnie potwornie zmęczył. Obudziłam się cała spocona, z nierównym oddechem. Nie pamiętam tego co mi się przyśniło, ale w głowie miałam ( jak zwykle) najgorsze myśli.

Ciągle nie mogłam się pogodzić z zachowaniem Alis. To mnie już dołowało na maxa. Miałam depresję jak nigdy wcześniej ( nie tą pod Elblągeim :*) Nie umiałam normalnie funkcjonować.

- Już koniec z nią. Ona jest dla ciebie nikim - mówił we mnie mój wewnętrzny głos

Nagle usłyszałam dziwne dźwięki dochodzące z dołu.
Czy to może być złodziej?
Bałam się jak cholera, ale i tak już nic nie miałam do stracenia.
Po cichu otworzyłam drzwi i jeszcze ciszej zeszłam po schodach.
Było całkowicie ciemno, tylko na końcu korytarza widziałam światełko dochodzące z jednego pokoju.
Podeszłam na palcach do kuchni i wyciągnęłam nóż.
Krok za krokiem, podążałam w stronę pomieszczenia, z którego wydobywał się hałas.
Kiedy byłam już blisko oparłam się o ścianę i zaczęłam nasłuchiwać.
Bałam się...
...ale jednak miałam wystarczająco odwagi, aby podejść do złodziejaszka.
 Policzyłam spokojnie do trzech.
RAZ
DWA
TRZY...
I otworzyłam drzwi.

Stanęłam jak ta głupia w wejściu z nożem w dłoni, a Justin przyglądał mi się uważnie z zaniepokojeniem.
  Po chwili podniósł ręcę i powiedział:
-Poddaję się!

-Przestraszyłeś mnie! Myślałam, że jesteś bandziorem ! Mało kto łazi po domu o pierwszej w nocy!

-Z tego co widzę to ty chodzisz po domu i to jeszcze z nożem w ręku, a ja siedzę tylko przy biurku, no ale spoko - uśmiechnął się

-Nie bierz wszystkiego tak dosłownie!- siadając na fotelu odłożyłam nóż

-Dzwoniłem do szpitala i powiedziałem, że robimy razem ,,tajny plan". Dlatego nie przyszłaś dzisiaj do pracy. Nic nie mówiłem, o tym, że się zacięłaś. A teraz ustalam szczegóły tego ,,nadzwyczajnego" planu.

-Ahaa...- byłam lekko zdziwiona tym pomysłem- A co to za plan?

-Zrobimy jakąś akcje charytatywną w okolicach mojego rodzinnego miasta.

-Ale ty przecież pochodzisz z Kanady!!!

- No tak... Ja ci tu życie ratuję, a ty mi z pretensjami wyskakujesz? Jak tak można?! - uśmiechnął się z lekko przekomarzającą się miną

- Dobra, dobra...- powiedziałam ziewając

-Ooo!!! Widzę, że moja mała złośnica zrobiła się śpiąca? - próbował mnie rozzłościć.

-Wcale nie!

-Wcale tak!- zaczęliśmy się sprzeczać jak małe rodzeństwo

-Nie!

-Tak!

Po chwili Justin porywczo wstał z krzesła i podszedł do mnie łapiąc mnie w biodrach.

-Zostaw! Puszczaj! - piszczałam a Justin nic  sobie z tego nie robił, wręcz przeciwnie, świetnie sie bawił.

Przerzucił mnie przez ramię jakbym była torbą.
Nogi zawisły mi  tuż przy jego torsie, a głową uderzałam o jego plecy.
Szarpałam się we wszystkie strony.

-Ej, maleńka nie jesteś już taka lekka, więc się nie wierć bo cię upuszczę!!! - zachichotał próbując mnie uspokoić

-Hej maleńki weź rękę z mojego tyłka bo jak mnie postawisz na ziemi to będzie trzeba ci szykować pogrzeb!!! - zdenerwowałam się gdy niefortunnie Jus położył rękę tam gdzie nie wolno i klepnęłam go w pupę... Miałam blisko bo wisiałam głową w dół tuż nad celem.

Justin zaczął się śmiać i gdy wszedł do sypialni położył mnie na łóżku.
Popatrzyłam się na niego, a on zamrugał oczami i powiedzial:

-Jeszce żyję! Stał się cud! - zaczął się ciągle chichotał

-Taa... jasne... bo te twoje oczęta u Boga potrafią wyprosić wszystko!

Już nie patrzyłam na niego jak na idola nastolatek, jak na gwiazdę popkultury, piosenkarza czy światową sławę. Dla mnie był zwykłym kolegą, z którym się mogłam pośmiać.

Justin usiadł na brzegu łóżka i powiedział:
-Śpij już. Żadnego złodzieja nie było i nie będzie. Zamknij te swoje śliczniuśkie paczydła i spróbuj zasnąć.

-Dobrze plosę pana - zasepleniłam zakrywając się kołdrą- ale chcem kolysankę

-Kołysankę mówisz, mhmmm... - mówiąc to sięgnął po gitarę i zaczął śpiewać spokojniejszą wersję ,,One less lonely girl"

Jeszcze chwilę popatrzyłam się na niego i podziwiałam jego głos. Piwne wręcz czekoladowe oczy rezklejały mnie całkowicie. Jego puszyste włosy postawione na ,, jeżyka"  przyciągały moja dłoń. Tak bardzo chciałam zepsuć mu tą ułożoną fryzurkę. Dodawały mu urody, której nie brakowało temu przystojniakowi. Usta malinowe, dość spore prosiły się same o wykorzystanie. Wszystko ze sobą idealnie współgrało. Ktoś musiał się namęczyć przy stwarzaniu tego chłopaka.

Potem oczy zaczęły mi się kleić i usnęłam.


//Olexa




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz