Obudziłam się dość wcześnie. Ciągle mnie męczyły okropne myśli, jednak próbowałam zapomnieć o Alis. To jest koniec naszej przyjaźni. Nie umiałam jej wybaczyć, nawet się nie starałam. Po tych wszystkich latach, po wspólnych wypadach, po pierwszych zauroczeniach, po pocałunkach skradzionych w cieniu .... śmietnika (tak wiem, bardzo romantyczne miejsce, ale tylko tam mogliśmy uniknąć niepotrzebnych gapiów). To już tylko przeszłość, wspomnienia które chce puścić w niepamięć. Próbowałam poprawić sobie humor, dlatego zjadłam kawałek czekolady. Tylko 2 i pół tabliczki. Zawsze trochę słodkości umie wyciągnąć ze mnie uśmiech. Raz na jakiś czas zaszaleje, nie zaszkodzi mi, a złe myśli odchodzą i lepiej robi się na duszy.
Postanowiłam zejść na dół i zobaczyć czy Justin już wstał i czy w ogóle się położył spać. Biedaczek. Opiekuje się mną jakbym była jego młodszą siostrą. Za każdym razem troszczy się o mnie, żeby było mi dobrze, żebym szybko wyzdrowiała, żebym nie miała problemów w pracy z powodu nieobecności. On jest taki... no... trudno powiedzieć... miły? Dobra, dobra zaraz się rozkleję.
Lekko kopnęłam kołdrę na brzeg łóżka i wstałam przeciągając się. Schodząc po schodach zastanawiałam się jak mam przywitać Jusa. Dzień dobry? Zbyt oficjalnie. Hejka? Zbyt pospolite.
Hejo... miśku? Nawet nie wiem skąd mi się wzięło to ,,miśku". Zdecydowałam się na prostą formę - Cześć, wyspałeś się? Dobrze rozpoczęty dzień i nie będzie problemu z tematem do rozmowy. Pewnie opowie mi o tym, jak to spędził całą noc przy biurku, a ja obrzucę go pytaniami. Kiedy byłam już na dole rozpoczęłam poszukiwania mojego bohatera. Ha ha... Dziwnie dobry humor opanował mnie po tej czekoladzie.
Obeszłam dolne piętro z uśmiechem na twarzy, lecz nigdzie nie znalazłam Jusa. Zaczęłam się trochę martwić. W końcu stanęłam w kuchni i krzyknęłam na cały dom:
-JUSTIN!!!!
Nikt mi nie odpowiedział Powtórzyłam jeszcze kilka razy jego imię, Ale nic. Cisza. Jedynie było słychać szelest liści i lekki podmuch wiatru. Spojrzałam się w stronę okna. Nagle coś mignęło mi przed oczami. Na lodówce wisiała kartka. Podeszłam do niej i zaczęłam czytać:
Emily!
Mam nadzieję, że się wyspałaś. Ja musiałem na chwilę wyjść. Wrócę niedługo, nie czekaj na mnie ze śniadaniem.
P.S. Masz wszystko zjeść, chcę żebyś szybko wróciła do pełnego zdrowia :)
Justin
Uff... Czyli nic mu nie jest... Jaka ulga. Kamień spadł mi z serca. Ale o co chodzi ze śniadaniem?
Rozejrzałam się po pokoju. Rzeczywiście. Byłam tak zajęta szukaniem Justina, że nie zauważyłam, że na stole leży talerz, a na nim kilka naleśników z bitą śmietaną i owocami. Co raz bardziej podobają mi się te niespodzianki.
-Postarał się chłopak - pomyślałam
Kiedy odsunęłam krzesło, aby usiąść znalazłam kolejną karteczkę. Tym razem równo złożoną na cztery części.
-Matko, że jemu chciało się to wszystko pisać.-powiedziałam sama do siebie
Smacznego!!!
Pamiętaj, talerz ma być opróżniony:) Bądź dobrą dziewczynką i zjedz wszystko :)
Po przeczytaniu uśmiechnęłam się. Justina dobry humor nigdy nie opuszcza. Prawie nigdy.
W końcu usiadłam i zaczęłam jeść.
Nagle usłyszałam, że ktoś wkłada kluczyki do drzwi, oderwałam się od śniadania i czekałam aż wejdzie do środka. Tak, to był Jus.
-No jak tam? Smakuje?
-Baaaaardzo, ale już nie mogę. - powiedziałam żeby się z nim trochę poprzekomarzać
-Musisz zjeść wszystko, nie odpuszczę ci - podszedł gładzą gładząc mnie po policzku. Zamknęłam oczy bo jego dotyk sprawiał, że robiłam się śpiąca.
-A gdzie byłeś? - ocknęłam się zmieniając temat
-Najpierw pojechałem do ciebie żeby wziąć ci jakieś ubrania i wytłumaczyć wszystko Alis, bo dziewczyna się o ciebie martwi- przewróciłam oczami słysząc jej imię - Potem stwierdziłęm, że dobrze ci jest w jasno-niebieskim i kupiłem ci sukienkę.
-Po pierwsze... Mam nadzieję, że powiedziałeś Alis że się na niej zawiodłam, po drugie, nie musiałeś mi niczego kupować! Już wystarczająco się o mnie troszczysz.
-Nic nie mówiłem Alis o twoich odczuciach, myślę, że to ty powinnaś z nią na ten temat porozmawiać. A to jest ta sukienka - powiedział podając mi torebkę
Rozpakowałam upominek.
-Zaraz, zaraz. Mówiłeś coś o jasno-niebieskim, a ona jest fioletowa!- spojrzałam się lekko zdziwiona na Jusa
-No tak. Mówiłem, że ci jest dobrze w jasno-niebieskim, ale myślę, że w fioletowym będzie ci jeszcze lepiej. Chociaż w tej przy dużej bluzce wyglądasz równie olśniewająco.
Ups... Zapomniałam o tym zupełnie. Mój dobry humor chyba sprawił, że przestałam myśleć. Przecież zostałam w samych majtkach i ogromnej bluzce!!! Chyba Jus zauważył, że się zawstydziłam bo się uśmiechnął i powiedział:
-Czego byś nie założyła wyglądasz pięknie! Albo jakbyś nie zakładała niczego... to znaczy...- zaplątał się
-Dobra, dobra rozumiem - zaczęłam się śmiać, chcąc uratować go z tej niezręcznej sytuacji.
Justin i tak czuł się nadal zakłopotany. Zarumienił się i próbował to zakryć schylając głowę. Patrzył się na podłogę wiercąc w niej dziurę wzrokiem.
Wglądał jakby chciał się zapaść, zniknąć, wyparować. Zamknął oczy i włożył ręce do kieszeni. Bujał się do przodu i do tyłu. Raz stał na palcach, a raz na piętach.
Nie mogłam znieść jego zasmuconej twarzy, dlatego podeszłam do niego i lekko podniosłam podbródek.
Justin ciągle miał zamknięte oczy, ale się uśmiechnął pod nosem. Zachichotałam cicho i pocałowałam go w policzek. Wtedy zauważyłam jego duże tonące w karmelu oczy, które wpatrywały się we mnie i chyba czerpały z tego przyjemność.
Na chwilę oddaliłam się do innego karmelowo-czekoladowego świata i pochłaniałam jego wzrok.
-Z tego wszystkiego zapomniałem o liście! - Justin przywołał mnie na ziemię, do tego realnego, gorszego świata.
- Jakim liście? O czym mówisz?
Jus wyjął z koszuli kopertę zaadresowaną do mnie. Podając mi ją powiedział:
-Alis kazała mi ją tobie przekazać. Mówiła że znalazła w skrzynce.
- No a niby gdzie indziej mogłaby znaleźć list?! No chyba nie w toalecie! - na samo jej imię zrobiło mi się niedobrze.
-Spokojnie nie denerwuj się. - powiedział siadając na pewnie drogiej, skórzanej sofie.
Spojrzałam się na niego przewracając oczami. Otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać:
Zaproszenie!!!
Serdecznie zapraszam Emily Rea Violet na spotkanie i dyskotekę absolwentów Jordan's High School, które odbędą się 05.06.2014 w owej szkole. Może pani przyjść z osobą towarzyszącą.
Z poszanowaniem dr. H. Wilson
-Justin...- powiedziałam siadając obok niego - Czy masz jutro czas?
- A co? - zapytał zaskoczony
- A bo wiesz... To nie był list tylko zaproszenie. A dokładniej... zaproszenie na spotkanie absolwentów. I mogę przyjść z osobą towarzyszącą. - na ,, osobę towarzyszącą" Justin odwrócił głowę w moją stronę - ...zastanawiam się czy chciał byś ze mną tam pojechać. Ale jeśli nie chcesz to powiedz, do niczego cię nie zmuszam.
Jus uśmiechnął się szczerze i zgodził się na ten wypad. Byłam zadowolona z przebiegu zdarzeń. Obawiałam się, ze może się jakoś wymigać, ale nic podobnego się nie stało.
-Dzięki
-Nie ma za co! - lekko zagryzł wargę powstrzymując uśmiech
Udałam że tego nie zauważyłam i powiedziałam że pójdę się przebrać. Wzięłam torebkę, którą Jus przywiózł mi z domu i zabrałam ją do toalety.
Nie chciało mi się wszystkiego po kolei wypakowywać dlatego po prostu wyrzuciłam ubrania na podłogę. Okazało się, że Justin pomyślał też o innych rzeczach.
Znalazłam tam szczotkę do włosów, cienie do oczu i inne kosmetyki oraz jakiegoś pluszowego misia, którego nigdy wcześniej nie widziałam. To był ten pluszak. <---- wkliknij link
Był naprawdę uroczy. Tylko nie wiem czy myślałam tak o misiu czy o Justinie, który zaskakiwał mnie na każdym kroku. Tak. Misiek był na pewno sprawką Jusa.
Rozpuściłam włosy i je rozczesałam. Było to dość trudne, bo były strasznie potargane. Zwykle czesałam je kilka razy dziennie, a ostatnio nawet ich nie rozczesywałam. Po chwili wyglądałam kompletnie inaczej. Założyłam jasno-różową bluzkę na ramiączka i krótką spódniczkę w odcieniach fioletu. Włosy związałam w niechlujnego kucyka. Kilka krótszych pasemek wchodziło mi w oczy. Odgarnęłam je na bok i zadowolona z rezultatu spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyszłam z toalety i zeszłam na dół.
Kiedy byłam na schodach zapytałam się Jusa:
-Która godzina?
-Już 12.35 - powiedział odwracając się w stronę zegara
-Ładny misiu, dziękuję. - powiedziałam wtulając się w Justina
-Oj, to taka drobnostka... - odpowiedział wkładając rękę w moje włosy
Po chwili zaczął ściągać mi gumkę, a kitka swobodnie opadła na moje plecy, Ciągle miałam splątane dłonie na jego karku. Justin bawił się kilkoma pasemkami włosów zakręcając je w okół swojego palca. Było to dość przyjemne, dlatego jeszcze mocniej go przytuliłam delektując się słodką chwilą. Nagle jego ręka zjechała w bok - niby przypadkiem. Przejechał delikatnie ciepłą dłonią po moim policzku. Przeszedł mnie dreszczyk trochę denerwujący, ale podniecający. Wtedy się lekko od niego odsunęłam, lecz wciąż byłam wystarczająco blisko żeby móc zobaczyć jego spokojny wzrok, który zapoznawał się z moją twarzą. Patrzył mi się prosto w oczy, a potem zerknął na usta. Znowu powrócił do oczu i wyszeptał:
-Może zjemy coś słodkego?
Co??? Byłam trochę zdziwiona. Myślałam, powie coś w rodzaju... nooo... sama nie wiem...
Przez chwilę nic do mnie nie docierało. Stałam już sama, na środku pokoju i obserwowałam uważnie każdy krok Justina. Nie wiem czego od niego oczekiwałam, co wtedy chciałam usłyszeć, nie byłam pewna swoich uczuć.Jus wyjął z lodówki miseczkę z jakimś kremem i herbatnikami. Położył na stole.
-Coś się stało?
-Nie nic... - odpowiedziałam zamyślona
-No to chodź, ten krem jest najlepszy gdy przelatuje jeszcze chłodem - powiedział obszukując krzesła, jedno dla siebie, drugie dla mnie.
Nic nie mówiąc usiadłam na wskazanym miejscu.
-Coś cię gryzie... - próbował ze mnie wydusić jakieś informacje, ale nic mu nie odpowiedziałam.
Co ja tak naprawdę wtedy od niego chciałam?
Strasznie mnie to męczyło. Nie umiałam wrócić myślami do tamtej chwili, choć to zdarzyło się minutę temu. Jakie były moje oczekiwania wobec niego? Co wtedy czułam? Nic już nie pamiętałam...
No nic... Było minęło...
Następnym razem mam dwa wyjścia. Albo się porządnie skupić, albo po prostu się ogarnąć i nie zawracać sobie głowy.
Lekko się uśmiechnęłam i odetchnęłam.
-Już jesteś?- zapytał Justin
-Co?- nie za bardzo zrozumiałam
-No przecież widziałem, że porządnie odpłynęłaś. Musiałaś nad czymś rozmyślać.
Nie chciałam się wydać dlatego powiedziałam tylko:
-Być może.
-A kiedy spróbujesz tych herbatników?
-Nie wiem... - lubiłam się z nim przekomarzać
Justin długo nie czekał na moją decyzję. Sam wziął jeden herbatnik, zamoczył go w kremie i podsunął mi go. Pokręciłam przecząco głową. On w odpowiedni sposób zmarszczył swoje ciemne brwi i przybliżył się. W końcu nie miałam wyboru, bo strasznie naciskał i otworzyłam usta. Justin zadowolony z tego, że odniósł sukces wsunął mi herbatnika, a przy tym się nieźle ubrudził. I nie tylko siebie. Słodki krem spadł także na moją koszulkę. Z udawaną złością popatrzyłam się na sprawcę. Justin zrobił wielkie oczy i sięgnął po serwetkę, po czym zaczął wycierać plamę.Widać, że nie miał w tym zbyt dużej wprawy, bo prawie mi zrobił dziurę.
Zamiast zetrzeć krem, rozprzestrzenił go po całej bluzce. Zaczęłam się śmiać i choćbym chciała, nie umiałam przestać. Jus zrobił tylko krzywą minę i w ramach przeprosin wydukał coś w stylu ,,Odkupię ci nową".
-Nie musisz się tłumaczyć! Widzę, że nie jesteś stworzony do takich rzeczy...-znowu wybuchłam śmiechem
-Dobra, już wystarczy. Co w tym takiego śmiesznego? - powoli nudziła mu się moja ,,śmiechawica"
-Sorry... - wydusiłam próbując zagryść policzki od środka. Ale tylko próbując. Oczywiście mi się to nie udało.
-Nagrabiłaś sobie księżniczko! - Justin postanowił mi się odwdzięczyć
Wziął mnie (już któryś raz) na ręce. Tylko owego dnia zamiast położyć mnie na łóżku, zaniósł mnie do łazienki. Mówiąc szczerze kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. Po tak potężnym ataku śmiechu potrzebowałam co najmniej kilku minut na otrzeźwienie, a to się stało w ciągu sekund. Po chwili siedziałam w zamkniętej toalecie.
//Olexa
Dodawajcie komentarze z opiniami :) Bardzo proszę, nie trzeba się logować, można anonimowo:)
kiedy NEXT??? :)
OdpowiedzUsuńSuper :P
OdpowiedzUsuńNie ma to jak pisać z anonima dziewczyny!
OdpowiedzUsuńA ja Ole znam osobiscie zazdroscie mi xD
ha ha:* I am so happpppppppppy :*
Usuńproszę,pisz dalej ! <3 to jest genialne ! :3
OdpowiedzUsuńInformuj mnie prosze tt: @BelieveInYouJB i ask: horseloverx3
OdpowiedzUsuńNo Dzień Dobry~! ^-^
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam twoje opowiadanie, tak jak prosiłaś i przybyłam by je skomentować! Nie obrazisz się za jeden komentarz do całości, prawda? :D
No to jedziemy: na początku spodobało mi się to, że główna bohaterka nie jest mega fanką Justina, a wręcz przeciwnie - prawie go nie zna. Była to naprawdę miła odmiana od zwykłych tego typu fanfików. Jeśli chodzi o bohaterkę, to wydaje mi się trochę niedopracowana, ale i tak jest okej. Problemem jest chyba jedynie przesadne dramatyzowanie. Przecież, czy ty sama, znienawidziłabyś jedyną przyjaciółkę za rozpuszczenie jednej, głupiej plotki? I jeszcze chciała się potem zabić? Nie twierdzę, że to co napisałaś jest złe, bo nie jest, ale czasem powinnaś się postawić w sytuacji swojej bohaterki. Co dalej, sam Justin jest oddany całkiem dobrze, chociaż po tym, jak każdego dnia napada go tłum fanek, nie sądzę, że zaprosiłby na lody, a już na pewno nie do domu, dopiero co poznaną dziewczynę. Wierzę, że istnieje coś takiego, jak miłość od pierwszego wejrzenia, jednak Bieber jest bardzo sławną gwiazdą i wydaje się to po prostu nierealne. To chyba tyle co do fabuły, bo konkretnie sprecyzowanej fabuły to tu nie ma, na razie skupiłaś się raczej na relacjach między bohaterami, niż samą akcją. Więc dalej, piszesz dobrze, ale nie rewelacyjnie, czasami wyłapywałam małe błędy. To co mnie razi to brak przecinków w niektórych ważnych miejscach i nadmierna ilość wykrzykników i pytajników po niektórych zdaniach. A i jeszcze taka rada ode mnie: dodaj więcej opisów. Z nimi opowiadanie będzie wyglądać plastyczniej.
Dobra, wiem, że się czepiam, ale ja już tak mam, że zawsze krytykuje wszystko co mi wpadnie w ręce ;-) Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, bo naprawdę bardzo mi się podoba, musisz tylko jeszcze trochę nad tym popracować~!
Ach i jeszcze intryguje mnie imię Alis. Nie spotkałam się z nim jeszcze. Ale wydaje mi się, że jest podobne do Alice, czy się mylę?
Rozpisałam się, nie? No bo wiesz, widzę, że nie masz tu za wiele komentarzy, a jak już to takie cholernie króciutkie~! Więc się cieszę, że mam zaszczyt dodać pierwszy długaśny komentarzyk~!
Dobra, już nie spamuję ci tutaj niepotrzebnymi spekulacjami, tylko życzę weny, pomysłów i ogólnie wszystkiego dobrego~!
~Misa
P.S Też znam Olę osobiście i zastanawia mnie czy zgadnie kto tu do niej piszę~! ;3
Ujawnij swe imię :) plisss bo nie zasnę:)
Usuńdobraa.. spoko przyjmuje rady itd. W ogóle miałam coś innego napisać w tym komentarzu, ale ostatnie zdanie (P.S) mnie zaskoczyło... Misa? Czemu te chińskie znaczki xd? Się jeszcze zastanowię...+ jeśli mnie dobrze znasz to wiesz skąd ten nadmiar wykrzykników i wielokropków:)
OdpowiedzUsuńkiedy będzie nowy rozdział XV bo już nie mogę się doczekać
OdpowiedzUsuń